Wierszyki do czytania Wierszyki do słuchania

Leszek Sulima Ciundziewicki

Głupcio żeglarz

W środku lasu nad potokiem
drepczą mrówki równym krokiem,
każda bagaż jakiś niesie
owoc poszukiwań w lesie.

Ta ma listek, ta poziomkę,
trzecia ciągnie suchą słomkę.
Czwarta dźwiga róży płatek,
a na końcu brnie gagatek.

Mały Głupcio, leniuch rzadki,
który wącha tylko kwiatki,
jagódkami się objada
i wciąż coś do siebie gada.

Snuje plany o wyprawie,
jakże byłoby ciekawie,
płynąć z prądem bliskiej rzeki,
aby poznać świat daleki.

Koniczynkę z nudów skubie,
głaszcze swoje czułki długie
i choć ścieżka kręta, śliska
idzie żwawo do mrowiska.

Wszystkie mrówki dookoła
wciąż pracują w pocie czoła.
Nawał zajęć jest w zenicie,
tu się wartko toczy życie.

Rząd kopaczy tunel drąży,
straż królowej wokół krąży.
Tam malutkie robotnice
myją na śniadanie mszyce.

W dali cieśle i murarze
suszą belki w słońca żarze,
by mrowiska nowe mury
szybko pięły się do góry.

Ich budulcem szpilki, sosny,
które leżą tu od wiosny.
Magazynów trwa sprzątanie,
stare praczki robią pranie.

Zaś najmłodsze mrówki w szkole
mają lekcję o dzięciole.
Tylko Głupcio smacznie chrapie
na malutkiej swej kanapie.

Usłyszała to Królowa
i do siebie Głupcia woła:
- Słuchaj mały ty nierobie,
co właściwie myślisz sobie.

Nie ma w mrówczej społeczności
miejsca dla leniwych gości.
Głupcio na to: Moja pani,
przecież różni są poddani.

Jestem chyba z innej gliny,
dla mnie ważne wielkie czyny.
Czuję powołanie w sobie,
by inaczej służyć Tobie.

We mnie dusza tkwi żeglarza,
a nie często to się zdarza.
Daj mi szansę ma Królowo,
w zamian za to daję słowo,

że odkryję nowe lądy,
w których Ty wprowadzisz rządy.
Twe królestwo będzie znane,
przez heroldów opiewane.

Przemyślawszy to Królowa,
powiedziała takie słowa:
- Dam Ci szansę, mały leniu
i nie zamknę cię w więzieniu.

Przecież nic mi nie zaszkodzi
posiadanie jakiejś łodzi.
Do dziesiątej jutro rano
Chcę, by łódkę zwodowano.

Od samego wschodu słońca
ciężka praca trwa bez końca
przy budowie małej łodzi,
a dziesiąta już dochodzi.

Mrówki z trudu chyląc głowy,
przytaszczyły liść dębowy.
Pół orzecha wydrążono,
po czym gliną uszczelniono.

Cieśla, co miał groźną minę,
młotkiem stuknął raz w łupinę,
ster wystrugał z klonu noska,
a z zapałek wyciął wiosła.

Koję zrobił ze źdźbła trawy,
a kotwicę z ziarnka kawy.
Zaś z cieniutkiej pajęczyny
wykonano wszystkie liny.

Trochę plakatowej farby,
by łupiny zgładzić karby.
Żaglem został liść dębowy,
no i jachcik był gotowy.

Ułożono pod nim kłody
i zepchnięto go do wody.
Wnet huknęły też owacje,
gromkie brawa, gratulacje.

Wszyscy wykrzyknęli: hura!
Głupcio, nie chcąc wyjść na gbura,
szepnął krótkie przemówienie,
że dziękuje im szalenie.

Zgrabnie do łódeczki wskoczył,
nawet spodni nie zamoczył.
Był gotowy do wyprawy,
odciął cumę z długiej trawy.

Chwycił w obie ręce wiosła,
taka siła w nim wyrosła.
Machnął nimi tak zajadle,
że wiatr złapał zaraz w żagle.

Potok wody swoje spienił,
w bystrą rzekę się zamienił,
a łódeczka pruje fale,
nie przejmując się tym wcale.

Trzeci dzień już z rzędu płynie,
lecz po Głupcia hardej minie,
nie zostało nawet śladu,
tak brakuje mu obiadu.

Nagle jego oczom blisko
ukazało się zamczysko.
Zdążył żagiel swój sklarować,
by spokojnie przycumować.

Wyszedł z łódki na skraj drogi,
aby rozprostować nogi.
Patrzy, a tu wielka brama
wpuszcza go do środka sama.

Myśli sobie - tak czy siak-
to na pewno dobry znak.
Muszę głębiej zbadać sprawę,
może znajdę jakąś strawę.

W brzuchu burczy mi szalenie,
gdzieś na pewno jest jedzenie.
Chodząc, znalazł wielkie wory,
a w nich cukru zapas spory.

Cukru najadł się do syta,
przez cieniutką słomkę z żyta.
Wody z rzeki trochę popił
i w objęcia snu się wtopił.

Wstał ze słońca pierwszym brzaskiem,
spodnie ścisnął mocniej paskiem,
przy śniadaniu się zamyślił,
że marzenia swoje ziścił.

- Coś z tym cukrem zrobić trzeba,
spadł mi przecież jakby z nieba.
Ma Królowa mnie ozłoci,
za tą słodycz do łakoci.

Mrówki cukier uwielbiają
pożywienie z niego mają.
W nim kalorii są tysiące
na zimowe złe miesiące.

Głupcio prawie trzy godziny
znosił cukier do łupiny.
Wreszcie jego łódka mała
pod ciężarem się zachwiała.

Kiedy z potu otarł oko
ujrzał pszczołę hen wysoko.
Gwizdnął głośno- usłyszała
i po chwili przyleciała.

- Pszczółko mała, sercu bliska
dostarcz list ten do mrowiska.
Jest tam mapa i wskazówki,
jak tu mają trafić mrówki.

Wsiadł do łodzi, ster poprawił
z wiatrem łodzi dziób ustawił,
wiosła uderzyły w wodę
i w powrotną ruszył drogę.

W międzyczasie pszczoła mała
do mrowiska doleciała.
Zobaczyła się z Królową,
dostarczając pocztę nową.

List przez Głupcia napisany,
głośno został odczytany.
„Wracam jutro, żadnej kpiny,
proszę sprzątnąć magazyny.

Niech tragarzy dwa legiony
dziś opuści swoje żony.
Mapa cel dokładny wskaże,
tam czekają już bagaże.”

A w mrowisku już od rana,
wielka gala szykowana.
Dwór królewski i poddani
wszyscy poszli do przystani.

Gdy południe zegar wskazał,
jachcik Głupcia się ukazał.
Wpłynął dumnie pod żaglami,
powitany owacjami.

Głupcio cukru garści sypał,
a tłum go gorąco witał.
Z rąk Królowej nasz gagatek
osobiście dostał kwiatek.

Tydzień wcześniej leniem zwany,
dzisiaj Królem okrzyczany.
Rządził słodko lata całe,
a zasługi miał niemałe.

Zaś w cukrowni wciąż panika,
co dzień worek cukru znika.
A Wy odpowiedzcie sami,
któż połączy to z mrówkami ?

Tekst © Copyright by Leszek Sulima Ciundziewicki

© WierszykiDlaDzieci.pl | Kontakt