Michał Jankowiak

Morze. (Pies Karambus)

Zakwitły już akacje –
to znak, że są wakacje.
Jedziemy dziś nad morze,
Karambus śpi – o Boże!
„Pobudka! – krzyczę wreszcie. –
Obudzisz się nareszcie?”
Powoli zwlekł się z łóżka,
wpierw na dywanie uszka,
dopiero potem cielsko
spływa z koca anielsko.
Straszliwie przy tym sapie
i drapie się, i drapie.
Więc wziąłem psa na ręce
i wsuwam go w udręce
do auta na kanapę,
lecz on się dalej drapie!
Dojechał tak nad morze.
Wiem! Kąpiel mu pomoże
w naszym chłodnym Bałtyku,
gdzie lody na patyku
sprzedaje pan w czapeczce
i cieniutkiej kurteczce.
Karambus kątem oka
zobaczył w morzu smoka.
Wyskoczył z samochodu,
na morskie fale chodu!
Zębicha naostrzone,
pazury najeżone,
już prawie dopadł gada,
już nie ma sił szkarada.
Pazury wbił mu w plecy,
lecz to początek hecy,
bo zamiast zabić smoka,
przebiła się powłoka
pontonu dmuchanego,
a nie potwora złego,
i dzieci, co w nim stały,
do wody powpadały.
Na szczęście to mielizna,
w pontonie będzie blizna.
Karambus wyje: „Auuuu,
ratujcie się pomału!”.
Dzieciaki w śmiech. „Bęcwale,
tu wody nie ma wcale!”
Po całym tym zdarzeniu
Karambus w okamgnieniu
rozpędził się na piachu
i wrzeszczy: „Zjem cię, brachu!”.
Na pana, co dziś lody
sprzedaje dla ochłody.
Wystraszył się biedaczek
i schował się za krzaczek.
Zostały lody w kubkach
i oranżady w tubkach,
paluszki i ciasteczka,
co wkłada się w usteczka.
Jest i cukrowa wata,
którą uwielbia tata,
prażona kukurydza –
pies w niczym nie wybrzydza.
Zżarł już dosłownie wszystko,
olbrzymie ma brzuszysko.
Za chwilę jak nie jęknie,
no pewnie zaraz pęknie!
Aż wreszcie mocno beknął
i sen go w końcu sieknął.

© WierszykiDlaDzieci.pl | Kontakt