Michał Jankowiak

Baśń o Trolinku

ROZDZIAŁ 1. TROLINKOWY DOMEK

Drogie dzieci; straszne historie lubicie?
Ta zdarzyła się naprawdę, uwierzycie?
To opowieść o Trolinku, leśnym stworku,
Co od dawien dawna mieszka w drzewnym domku.
Chatka sobie stoi w turkusowym lesie,
Wokół chłodna cisza, echo szept drzew niesie,
Ściany są lepione z kasztanowych łupinek,
Dach igliwiem wity a pośrodku kominek.
A sam Trolinek; jest taki malusieńki,
Zielony jak mech i cały mięciusieńki,
Sweterek utkany, ma z pajęczej sieci,
Butki uplecione, korą co z drzew leci,
A na głowie żołędziowy kapelusik,
Miast szalika, uszyty z liści obrusik.
Niezwykle odważny, zawsze uśmiechnięty,
Do tego uparty nad wyraz zawzięty.
Kiedyś popołudniu, słońce było nisko,
Nie myśląc zbyt wiele, zabrał z domu wszystko,
Wszystko co potrzebne, do długiej wyprawy,
W góry tak wysoko, gdzie nie rosną trawy.
Wziął magiczny gwizdek, co o pomoc wzywa,
Niewidzialną magię, co się w lesie skrywa,
Ruszył w drogę szukać, martwego jeziora,
Gdzie jak niesie plotka, żyje gniewna zmora,
Mieszka tam już prawie, tysiąc lat lub więcej,
I nie jest człowiekiem, ani też zwierzęciem.
Zwinna jest pod wodą, niczym ośmiornica,
Jak wilk sprytna w lesie, imię jej Zmornica!.
Każdy kto ją widział choćby jeden raz,
Obrócił się w kamień na calutki czas.
Ongiś odwiedziła magiczną krainę,
Przemieniła w głazy calutką rodzinę,
Tak biedny Trolinek został sam na Świecie
Żyć samemu trudno, pewnie to już wiecie.

ROZDZIAŁ 2. PAJĘCZA JAMA

Idzie sobie idzie, nasz Trolinek mały,
Minął las zielony, tam napotkał skały,
W ziemi wśród kamieni świeci wielka dziura,
Wskoczył weń odważnie, jak ptak zrobił nura.
Przymknął mocno oczy, leci w dół i leci,
Nie minęła chwila, tkwi w pajęczej sieci,
Utkał ją przed laty pająk pięciogłowy,
Ozdabiając pierzem z gniazda złotej sowy.
Lepi się i klei pajęczyna złota,
A Trolinek skacze, rzuca się i miota,
Nagle ktoś przemówił niskim barytonem,
Bardzo ciężkim głosem, jakby był potworem,
W każdej z pięciu szczelin wielkiej pajęczarni,
Świeci mroczna głowa, jak w starej latarni.
“Witaj przyjacielu”, oświadczyły głowy,
“Nie znam Ciebie wcale, jesteś tutaj nowy?
Mam trudne zadanie, dziś uwolnię Ciebie,
Jeśli pięć zagadek rozwiążesz od siebie.”
Pierwsza głowa pyta, "Czyje są te głowy?"
"Właściciel jest jeden, pająk pięciogłowy.”
Odpowiedział śmiało na dalsze pytania,
Jeszcze tylko jedno i koniec zadania.
Piąta głowa wreszcie, powiedziała; "Mam!
Która z nas mądrzejsza, co odpowiesz nam?"
Trolinek podrapał, mocno się po głowie,
To zadanie trudne, zaraz im odpowie:
"Każda z was jest mądra, lotna, błyskotliwa,
Lecz owe żądanie, rzecz niesprawiedliwa,
Należycie przeto do jednego pana!”
Na to głowy znikły, rzecz to niesłychana,
Sieć pajęcza w trok napięta, z całej mocy,
Wystrzeliła hen Trolinka, niczym z procy,
Przymknął mocno oczy; leci w górę leci,
Osiadł w zagajniku, pośród leśnych śmieci,
Wśród igliwia, liśćci, znalazł sznurek złoty,
Prezent od pająka, dziś pełnego cnoty.

ROZDZIAŁ 3. MAGICZNY LAS

Poszedł nasz Trolinek w dalszą swą przygodę,
Niósł ze sobą szczęście i piękną pogodę,
Lecz gdy w końcu dotarł na skraj leśnej dróżki,
Skamieniały nagle jego małe nóżki.
Usiadł więc na wielkim, oślizłym kamieniu,
Ten przemówił głosem, ku jego zdziwieniu:
"Usiądź proszę, rozgość się na moim brzuchu,
Smutno mi, bo tkwię tu tysiąc lat bez ruchu.”
Zadał sobie w myślach Trolinek pytanie,
"Cóż to są za czary, co się teraz stanie?"
Nie zdążył pomyśleć, a odpowiedź tuż,
Na kamieniu napis; więc przeczytał już:
"Takich jak ja tutaj, w lesie jest bez liku,
Zaklętych w kamieniach w każdym zagajniku,
Jeśli masz odwagę, Zmorę przywiedź w las,
Zdejmij z Nas zaklęcia i odczaruj nas."
Przyjrzał się dokładnie, bo podpis malutki,
I odczytał słowa; “Leśne Jeżoludki”.
Uratować wszystkich, nie lada zadanie,
Ale dla Trolinka brzmi to jak wyzwanie.
Ruszył więc Trolinek aby minąć las,
W lesie jak to w lesie, szybko biegnie czas,
Wszystko poszarzało, spadł na ziemię deszcz,
Spod każdej paproci, wylazł ziemny kleszcz,
Zamiast leśnej dróżki, płynie błotna rzeka,
Przed złymi kleszczami Trolinek ucieka,
Nóżki toną w błocie, zamiast biec ustają,
Kleszcze coraz bliżej, już go prawie mają.
Wydobył z kieszeni sznur pajęczynowy,
Co mu podarował pająk pięciogłowy,
Rzucił nim o gałąź, jakby z bicza trzasł,
Chwycił mocno sznurek i na kłodę wlazł,
Wdrapał się nareszcie na ogromne drzewo,
Wspiął się tak wysoko, pod samiutkie niebo,
Przy samej koronie znalazł piękny kwiat,
Wsunął się do niego, zapadł w senny świat.

ROZDZIAŁ 4. ŁĄKA DZBANECZNIKÓW

O rześkim poranku, tuż po wschodzie słońca,
Ruszył na wyprawę, której nie ma końca,
Idzie wciąż i idzie, doszedł na skraj lasu,
Przed nim piękna łąka tętni od hałasu!
Wszystkie kwiaty wokół gwarno rozmawiają,
Pszczoły i motyle nad nimi fruwają,
Mrówki biegną sznurkiem pomiędzy grzybami,
Żuki toczą kule silnymi łapkami,
Ślimak i dżdżownica salsę tańczą zgrabnie,
Konik polny skacze, salto robi ładnie.
Pomimo ryzyka wszedł Trolinek mały,
W dzbaneczników stado, znikł pod nimi cały,
Jak mówiły ptaki i jak niesie wieść,
Kwiaty te potwory lubią mięso jeść,
Myślą sobie myszy, przyczajone w norze:
"Zginie biedaczyna, nic mu nie pomoże!"
Każdy kwiat jest głodny, ślinka z buzi kapie,
Zaraz zje Trolinka, gdy go tylko złapie.
Wpadł w końcu nieboga w sidła chciwej trupy,
Teraz się gotuje w dzbanie pełnym zupy,
Dwoi się i troi, słaby i gorący,
Nic nie może zrobić, dzban jak stal parzący,
I pomyślał wtedy, "Gwizdek przecież mam,
Z werwą w niego dmuchnę, znak tajemny dam”.
Usłyszały dźwięki gwizdka przemocnego,
Wszystkie żywe liście drzewa magicznego,
Zerwały się nagle, tworząc wielką kiść,
Mkną jak ptak po niebie, by na pomoc iść,
W ciągu jednej chwili, liści żywe chmury,
Wyrwały Trolinka z palącej tortury,
Przeniosły go prędko, nie wiadomo jak,
Tam gdzie rośnie wszędzie purpurowy mak
Są tam także krzaki pełne tłustych malin,
Krzewy; na nich bezlik koralowych kalin,
Fruwa tu na wietrze pyłek karminowy,
Maki go zmieniają w kisiel malinowy,
"Najedz się Trolinku, najedz się do syta,
Bo przed Tobą droga wybojem uszyta!"
Tuż za kwietną łąką o zapachu ziół,
Odkrył w srebrnym piachu wygrzebany dół,
Siedzą w nim dwie traszki i mała jaszczurka,
Wszystkie skamieniałe, jak martwa figurka,
Pewnie gniewna zmora tutaj też trafiła,
I wszystko co żywe w kamień przemieniła.

ROZDZIAŁ 5. PUSTYNIA ŁEZ

Teraz przed Trolinkiem po horyzont kres,
Ciągnie się bez końca pstra “Pustynia Łez,”
Wszędzie zamiast piachu topazowa sól,
Piecze mocno w oczy, sprawia ostry ból.
Przez zaszklone ślepia, jak fatamorgana,
Jawi się w oddali rubinowa plama,
Pobiegł tam Trolinek z wielkim animuszem,
Spotkał muchomora z obłym kapeluszem,
Oparł się o nogę ogromnego grzyba,
Schował się przed słońcem, bo tu chłodno chyba,
Muchomor piegusek zgiął się cały w pół,
Opuścił kapelusz przenikliwie w dół.
Znalazł się Trolinek w perłowym więzieniu,
Usiadł i zapłakał na zimnym kamieniu.
Łez nie widać końca, płynie łzawa rzeka,
Grzyb otwarł kapelusz, myśli "Eureka!
Łzy twe wielce słone, niczym piach pustyni,
Każda na policzku wolnym cię uczyni,
Szukasz gniewnej Zmory, idź korytem rzeki,
Która z łez wyschnięta, ciekła tu przez wieki,
Lecz gdy będziesz kroczyć, nie patrzaj za siebie,
Mieszka tutaj skorpion i czyha na Ciebie".
Puścił się tą drogą, wszędzie solne głazy,
Minął prawie wszystkie, ujrzał dziwne włazy,
Spojrzał wstecz Trolinek, właz otwarł się cały,
Wyszedł groźny skorpion ,biegnie krusząc skały,
Szczypce już napięte, kolec naostrzony,
W miejscu tkwi Trolinek, płacze utrapiony,
Łez nie widać końca, rzeka łzami płynie,
Porwał prąd skorpiona, lada moment zginie,
Został po skorpionie, tylko ciemny cień,
I leżący w piachu naostrzony cierń,
Ukrył go Trolinek w maciupkiej kieszeni,
Jego tęga moc, sprawia, że się mieni.
Spękana pustynia, skwierczy solna rafa,
Drepcze nią Trolinek i ogonkiem macha,
Stracił wszystkie siły, w głowie mu się kręci,
Już ma paść na ziemię, już go myśl ta nęci,
Wtem usłyszał głosy, pustynnego ducha:
"Ratuj się Trolinku, niech gwizdek zadmucha,”
Świszczy po pustkowiu, fiuka z całej mocy,
Aż tęczowy motyl przybył ku pomocy,
Dosiadł go Trolinek, fruwają po niebie,
Dokąd teraz lecą, nikt na świecie nie wie.

ROZDZIAŁ 6. CHMURY RADOŚCI

Wleciał wraz z motylem w kolorowe chmury,
Teraz świat calutki obserwują z góry,
"Muszę Cię zostawić w tej barwnej krainie,
Przygód tu bezliku, żadna cię nie minie.”
Motyl odlatując słowa te powiedział,
Gdy Trolinek w chmurze cichuteńko siedział.
Chmurka taka miękka, zasnął w niej głęboko,
Siedział przy nim chmurzak, gdy otworzył oko.
"Witaj przyjacielu", ciepło go powitał,
"Cóż to za areał?”, Trolinek go spytał.
"Ach Trolinku mały, jesteś przecież w niebie,
Całyś kolorowy, tylko spójrz na siebie."
Razem z chmurzakami, setki ich ja ręczę,
Udał się Trolinek na podniebną tęczę,
Wszyscy z niej zjeżdżają jak po turmalinie,
I na chmurze skaczą, wielkiej trampolinie.
Jest tam też Trolinek, teraz z nimi skacze,
Buja gdzieś w obłokach, nawet już nie płacze.
"Chodź Trolinku do nas", mówi chmurzak rad,
"Jest tu gaj bajkowy i baśniowy sad,
Tutaj jemy lody z polewą deszczową,
Gwiezdną leguminę i watę cukrową.”
Gdy siedzieli wszyscy na tęczowej chmurze,
Chmurzak wzniecił wokół wielobarwną burzę.
Lśniące fajerwerki na niebie strzelają,
Pioruny serpentyn iskrząc w dół spadają.
Wtem Trolinek sprytnie wdrapał się po łunie,
Na promieniach słońca zagrał jak na strunie,
Każdy teraz tańczy i muzyki słucha,
Która mozaikowo wpada im do ucha.
Po zachodzie słońca, gdy zgasły promyki,
Poszły spać chmurzaki, skończyły się triki.
Trolinek nie zasnął, myśli; "Mam zadanie,
Wezmę chmurę w proszku, burzę we władanie!"
Wdrapał się po tęczy, ponad wszystkie chmury,
Doszedł na skraj nieba, aż do czarnej dziury,
Wskoczył weń odważnie, wszystko wokół świeci,
Niczym na zjeżdżalni, ślizga się, nie leci,
Jak w kalejdoskopie, cały świat migota
Nagle koniec drogi, gapa wpadł do błota.

ROZDZIAŁ 7. LAZUROWE BAGNA

Wylądował w bagnie, które nic nie jadło,
Tonie w mule cały, połknie go mokradło,
Wessało Trolinka stare trzęsawisko,
Wciągnie go po szyję, strawi go jak wszystko.
Wyłuskał z kieszeni sznur pajęczynowy,
Ten co dał mu kiedyś pająk pięciogłowy,
Strzelił z całej siły, jakby z bicza trzasł,
Sznurka się pochwycił i na korzeń wlazł,
Nim zdążył pomyśleć, konar się poruszył,
Stał na wielkim wężu, który w drogę ruszył.
"Witaj mały druhu" , wąż przemówił cicho,
"W bagnach lazurowych, czai się złe licho,
Usiądź na mym grzbiecie, popełzniemy w dal,
W lazurowe bagna, na tajemny bal.”
Rozsiadł się Trolinek, na wężowej skórze,
A wąż leśny oszust, podły w swej naturze,
Porwał go i lezie poprzez ciemny jar,
Gdzie lśniących storczyków jaśniejący czar.
Kwiaty mówią szeptem, cicho cichuteńko,
"Uciekaj Trolinku, ratuj się duszeńko,
Życie Ci niemiłe? Gad ma złe zamiary,
Nogi bierz za pas, nie wierz w jego czary!"
Ocknął się Trolinek, wysupłał z kieszeni
Kolec od skorpiona, wbił go wprost do ziemi;
Mszar czernieje cały, kwiaty skamieniały ,
Wąż swą skórę zrzucił i zesztywniał cały,
A storczyki szeptem, cicho, cichuteńko,
"Ty pomogłeś lasom, my Tobie duszeńko.
Na moczarach żyją, głodne bagnotwory,
Niechaj zatem węża, zjedzą owe stwory."
Ze swych jam wychodzą, węża pożerają,
Od wszystkiego złego parów uwalniają,
Wąwóz tętni życiem, świat kolorowieje,
Błyskają świetliki cały jar jaśnieje,
Magią pachnie aura, krążą elfy wkoło,
Skrzy się pyłkiem trawa, wszędzie jest wesoło,
Kwiaty megafony, nutki uwalniają,
A polne kucyki na gitarach grają,
Każdy kto żyw tańczy, pląsa też Trolinek,
Usiadł na storczyku, mały cherubinek.
Kwiat do niego szeptem, cicho cichuteńko:
"Kołysz się i zaśnij, maleńka duszeńko,
Gdy otworzysz oczka, będziesz już daleko,
Za ogromną górą i rozwlekłą rzeką.”

ROZDZIAŁ 8. JEZIORO MGIEŁ

Zbudziła Trolinka hucząc cisza głucha,
Dudniąc jak dzwon stary, od ucha do ucha,
Zerwał się na nogi, rozpostarł źrenice,
Ujrzał poprzez pomrok jeziora granicę,
Zbliżył się nieśmiało, stopą wody musnął,
Cisnął kamyk w otchłań, ten nawet nie plusnął.
Chwil minęło kilka, nadciągnęła mgła,
Minęło chwil wiele, cisza dalej trwa,
Jezioro jak książka, rozwarło się wpół,
Ukazując ścieżkę prowadzącą w dół.
Nie myśląc zbyt wiele, zszedł w podwodny świat,
Gdzie panuje cisza, od milionów lat.
Tuż za taflą wody, każdy kto żyw śpi,
Jak grób milczą ryby, zalew chłodem śni,
Stary las podwodny, dawno już skamieniał,
A glonojad gruby, co go strzegł, oniemiał;
Jest i katakumba, tu koszmarne wszystko,
To Zmornicy gniazdo, stare cmentarzysko.
Gdy Trolinek stąpał po jeziora dnie,
Usłyszał zmornicę chrapiącą we śnie,
Wtem skrzypienia dźwięk, krypta uchylona,
Zewsząd bucha smród, to szkaradna zmora:
"Czekam tu na Ciebie tysiąc lat lub więcej,
Nie jestem człowiekiem, ani też zwierzęciem,
Każdy kto mnie widział, choćby jeden raz,
przemienił się w kamień, na calutki czas !"
Raptem cała woda, jeziorowa zjawa,
Porwała Trolinka, wściekła niczym lawa,
Topi się nieborak a Zmornica w śmiech:
"Jako martwy kamień wydasz trupi dech !"
Opadł na dno ścierpły, wśród topielców leży,
Gdzie najgłębsza cisza, pęta swoje szerzy.
"Ocknij się Trolinku, niech gwizdek zadmucha !"
Wrzasnął z całej mocy chochlik mu do ucha.
Zerwał się na nogi, życie swe ratuje,
Resztką tlenu z płuc, mocą w gwizdek duje,
Usłyszały dźwięki gwizdka magicznego,
Wszystkie żywe liście drzewa czarownego ,
Pędem się zerwałym, tworząc wielką kiść,
Mkną jak ptak po niebie, by na pomoc iść,
Liści wielka chmara teraz w dół pikuje,
I jak kamień w wodę głęboko nurkuje,
W jeziorowej głębi burza rozszalała,
W to, co było martwym, nowe życie wlała,
Wszystkie żywe stwory, kryptę oblepiły,
Ponury sarkofag ciepłem otuliły.
Wzburzona Zmornica w pół się wychyliła,
Wściekła niczym osa ambaras zrobiła,
"Co tu jest u licha, co się tutaj dzieje,
Drwiną świat zaklinam, niechaj skamienieje!"
“Śmiej się śmiej Zmornico, ale sama z siebie,
Twe zaklęcia gasną, topisz się w swym gniewie”,
Pewnie rzekł Trolinek, po czym w gwizdek dmuchnął,
Liści czar magiczny na Zmornicę buchnął,
Zmornica w te pędy, wyskoczyła z krypty,
"Ucieka na zamek ", słychać wodne szepty.

ROZDZIAŁ 9 OCEAN ZJAW

Nie myśląc za wiele, Trolinek tam wlazł,
Kryptę czerń zalewa, tu blask światła zgasł,
Kolec po skorpionie wydobył z kieszeni,
Siła jego mocy, sprawia, że się mieni.
Krypta oświetlona, a Zmornicy brak,
Na dnie katakumby statku zgniły wrak,
A w nim setki okien, starych i zbutwiałych,
I dziesiątki drzwi, zgniłych i zmurszałych,
Żagle potargane i spróchniały maszt,
Reja, a pod reją zzieleniały laszt,
Kadłub jak szkieletor, żebra zapleśniałe,
Dwie pirackie flagi dawno już sparciałe.
Po dziurawych schodach, na obślizły pokład,
Dostał się Trolinek, tam wszystkiego rozkład,
Pełno zardzewiałych: haków, lin, łańcuchów,
Słychac dookoła, śpiew pirackich duchów.
Wdrapał się na mostek, dłońmi chwycił ster,
Statek się poruszył, zewsząd biegnie szmer,
Nagle trzask, zgrzytanie, krypta pękła w pół,
Jazgot, łomotanie, krypa pędzi w dół!
Poprzez ściany jaskiń, męty korytarzy,
Gna jak trzpiot na oślep, co się teraz zdarzy?
"Pewno się rozbije, w drobny mak roztrzaska,"
Pirat paląc fajkę, śmieje się i mlaska.
Niby ptak na niebie, okręt teraz leci,
Wpadł do oceanu i jak księżyc świeci,
"Chodźcie tutaj do mnie, druhowie piraci,
Poznaj ich Trolinku, to moi kamraci,
Musisz wiedzieć jedno, statek nasz to zjawa,
Jawi się i znika, ni to baśń ni jawa,
Po zachodzie słońca w morze wypływamy,
Tuż po jego wschodzie w lochach się chowamy.
Twą odwagę wielką, pirat wynagrodzi,
Będziesz kapitanem tej przeklętej łodzi !"
Gdy już się znaleźli na otwartym morzu,
Ktoś z ptasiego gniazda, wrzasnął; "Okręt wodzu!"
Dwoi się i troi załoga korsarzy,
Palą się do bitwy, każdy o niej marzył,
Pomiędzy żebrami lufy armat sterczą,
Zieją wściekle ogniem i kulami dręczą,
Każdy martwy upiór szpady swej dobywa,
I sztyletem macha, szablą poigrywa,
Już abordaż blisko, walki smak tuż tuż,
Wrogi okręt znikną gdzieś na skraju mórz.
Pirat do Trolinka, "Nasz świat; to widziadło,
Co niejedną duszę bezpowrotnie skradło,
Rychło stąd uciekaj, nogi bierz za pas,
Wysiądź na tej wyspie i uciekaj w las !"

ROZDZIAŁ 10. WYSPA PUŁAPEK

Po drewnianym trapie, sunie rachu ciachu,
Znalazł się na plaży, na ognistym piachu,
Pełno tu kamyczków, błyszczących muszelek,
Maleńkich korali, suchych jak papierek,
Co Trolinek chwyta, do maleńkich dłoni,
Znika bezpowrotnie, szkli jak lód i szroni.
"Dziwnie tu", pomyślał; “Ale w las uciekać?
To nie w moim stylu, wolę tu przeczekać.”
Z nagła cały piasek, topi się, rozpływa,
Jakby galaretka; trzęsie, drży, porywa,
Ssie jak gąbka wszystko, wchłonąć chce Trolinka,
Ugrzązł już po pas, miota się drobinka.
Wtem zamarza wszystko, plaża lodem staje,
Biedak tu zastygnie, soplem pozostanie.
W ciszy gnuśny głos, pirackiego ducha,
Ocknąć chce Trolinka, szepcząc mu do ucha.
"Wstań i uwierz w siebie, rozsyp chmurę w proszku,
Niech przemieni lód w brzeg barwnego groszku!"
Pyłek trzyma w dłoni, sypie nim wesoło,
Piętrzy się burzliwie cała plaża wkoło,
Wypluło Trolinka morskie grzęzawisko,
Cały lód topnieje by uwolnić wszystko.
Z żółwich tycich jaj, których tu bez liku,
Klują się żółwiki, skaczą fiku miku,
Teraz morskie żółwie, jest ich tu tysiące,
Biegają po plaży, gdzie fale pieniące,
Rozbijają wodę, tworząc baloniki,
Świecą w nich meduzy i pławikoniki.
Zewsząd otoczony Trolinek żółwiami,
Wrzeszczą w niebogłosy- "On zostanie z nami,
Będzie naszym władcą, wielkim żółwim królem!"
"Ależ ja nie mogę", odparł z wielkim bólem,
Wziął się w garść Trolinek, czas uciekać w las,
czmychnąć jak najprędzej, nogi brać za pas.
Dzikie trawy morskie, glony, wodorosty,
Piętrzą się na plaży,tworząc żywe mosty,
Mosty sięgające, aż na klifu szczyt,
Tam gdzie wzrok nie sięga, gdzie nie doszedł nikt,
Wdrapał się po tykwach, jest na skraju lasu,
Zewsząd biegnie skowyt, pełen las hałasu,
Czmychnął gdzieś na oślep, upadł na polanie,
Mroczna cisza wokół, co się teraz stanie?

ROZDZIAŁ 11. DIAMENTOWY WULKAN

Poczuł na swej szyi miluchne głaskanie,
Złowił swoim uchem dzikie psie sapanie,
Rzucił wzrok za siebie, ujrzał psa olbrzyma,
Kundla kudłatego z wielkimi uszyma,
Metrów ze czterdzieści, głowa tuż pod chmurą,
Czuje się Trolinek jak pod tęgą górą.
Zimnym wilgnym nosem pies go obwąchuje,
Sapie przy tym mocno, z nozdrzy wiater duje,
Twarz Trolinka liże obślizgłym jęzorem,
Pokazał zębicha machając ogonem.
Zerknął w wielkie oczy: "Czego piesku chcesz,
Będziesz tak się gapił, a może mnie zjesz?”
Pies potulnie odrzekł: "Jestem tu mój Panie,
Służyć Ci pokornie, to moje zadanie,
Wyspa ta pułapka, wiele istnień skradła,
Kto już raz tu wysiadł, tego w końcu zjadła,
Byli tu piraci, każdy żywym ciałem,
Wszyscy poznikali, tylko ja ostałem,
Usiądź na nosisku, trzymaj się za wąsy,
Pora stąd uciekać, to nie czas na dąsy.”
Jest na środku wyspy, wulkan diamentowy,
W nim ogromny krater, w nocy stwór gazowy,
Trujące opary wiszą nad drzewami,
Wyspa łapie oddech, parska nad brzegami,
" Przed zachodem słońca ukryć się musimy,
Schować gdzieś pod ziemią, gdyż się udusimy.”
Stoją nad kraterem, w którym kipą dymy,
Spytał psa Trolinek, "Czemu tu sterczymy?”
"To jest wyjście z wyspy, wrota do wolności,
Skacz nie bacząc na nic, użyj swej śmiałości.”
"Wiesz; kudłaty psiaku, nie zostawię Ciebie,
Razem stąd czmychniemy, jak ptaki na niebie.”
Wbił Trolinek w skałę kolec od skorpiona,
Krater pęka cały i o pomoc woła,
Trzęsie się straszliwie, wyspa ogniem zieje,
I ze wszystkich stron wiatr zniszczenia wieje.
Wziął magiczny gwizdek, teraz w niego dmucha,
Świst skacze po świecie ,od ucha do ucha,
Usłyszały dźwięki, gwizdka niezwykłego,
Wszystkie żywe liście drzewa tajemnego,
Prędko się zerwały tworząc wielką kiść,
Szybują po niebie, by na pomoc iść,
Wykradły Trolinka i kundla wielkiego,
Pędzą w głąb krateru, w czeluść nieznanego,
Przymknął wzrok Trolinek, leci w dół i leci,
Jak w kalejdoskopie, wszystko wkoło świeci,
Cały świat migocze, łyska się i mieni,
Krater popękany, coś się teraz zmieni?

ROZDZIAŁ 12. SZKLANE GÓRY

Tuż obok Trolinka, zamiast psa olbrzyma,
Malusieńki piesek przewraca oczyma,
Leżą blisko siebie, wokół szklane góry,
A ponad szczytami lśni zamek ponury,
To Zmornicy twierdza, cel wielkiej wyprawy,
Chronią go potwory oraz mroczne zjawy.
Droga do zamczyska, labirynt zwierciadeł,
Pełno w nim pułapek i mrocznych widziadeł,
"Tylko do odważnych, świat należy cały,
Prowadź nas Trolinku", odrzekł piesek mały,
Tylko zapamiętaj, kto oczy otworzy,
Tego już na Zawsze, siła złego zmorzy!"
W głębi labiryntu, milion luster lśni,
Każde z nich oddycha i złowrogo śni,
Srebrne korytarze, ciche zakamarki,
Budzą lichą grozę, rodzą zimne ciarki,
Słychać głosy wkoło, to chochliki szepczą,
"Otwórz oczka mały", w myślach dziurę wiercą.
Pot zalewa czoło, myśl Trolinka kusi,
Spojrzał prosto w lustro, wciągło go i dusi,
Patrzy w lustro piesek, nie zostawię ciebie,
Czeluść psa wessała, są już obok siebie.
Utknął gdzieś Trolinek, na granicy światów,
Gdzie panuje pustka, las upiornych kwiatów,
Jest ich tu bez liku, kryształowe dzbany,
Miast zielonych łodyg, otwarte kurhany,
Kwiaty mają oczy, patrząc mrucząc cicho,
"Kto nasz spokój mąci, kogo niesie licho?"
W miejscu tym dziwacznym panowały sny,
Z czeredy kokonów wyleciały ćmy,
Trzepocące skrzydła, rozpylają jad,
By na zawsze uśpić ten zaklęty świat.
Piesek do Trolinka, "rozsiej barwną burzę,
Niech przemieni kwiaty w rubinowe róże!"
Rozsypują pyłek trolinkowe dłonie,
Dobro ze złem walczy, świat na jawie płonie,
Życiodajne słońce teraz tu dociera,
To co złem się zwało, prędko ubumiera,
Ćmy żałobne nikną, życiem niwa tryska,
“Patrz”, woła Trolinek, “droga do zamczyska.”

ROZDZIAŁ 13. ZAMEK CZASZEK

Tuż przed nimi straszą grafitowe schody,
Kładą się niedbale, jak kamienne kłody,
Słychać głos w oddali, "Zapraszamy gości!"
Brama czaszek wita, mur usłany z kości.
Wejścia strzegą pilnie brudne piżmoszczury,
Stoją tu na straży, obserwując mury,
Brukowany podest, w oknach rdzawe kraty,
Weszli główną bramą, do wielkiej komnaty.
Setki tu postaci zaklętych w kamienie,
Trolinek wykrzyczał, "W żywych was odmienię,
Gdzie jesteś Zmornico, ukarz swe oblicze,
Wkrótce jakem żywy, z tobą się policzę!"
Krypta się otwiera, cień zmornicy wszawy,
Snuje się po zamku, od nawy do nawy,
Tuż pod zgniłym stropem czarne nietoperze,
Krążą nad zmornicą, oblatują wieże.
"Niczego nie zmienisz ", śmieje się zmornica,
"Zaraz was pochłonie, gęsta kamiennica,
Wasze dwa posągi, będą tutaj stały,
Strasząc wszem i wobec, po wsze czasy mały!"
Chwycił w dłoń Trolinek, kolec od skorpiona,
"Zgiń podła zmornico, bądź ukatrupiona!"
Coś tu nie pasuje, wszystko traci moc,
Nawet chmura w proszku, kruszeje w tę noc.
I magiczny gwizdek, sznur pajęczynowy,
Chichra się zmornica: "Jakiś pomysł nowy?
Koniec tej zabawy, w kamień się obróćcie,
Dusze wasze skradnę, marne ciała zrzućcie!"
Trolinkowe nogi nagle kamienieją,
Topią się w klepisku, do kolan twardnieją,
"Wróć do labiryntu!", szeptem psu rozkazał,
"Przynieś lustra krztynę, bym złu zło ukazał.”
Goni co sił w nogach, świat zaczyna lśnić,
A po labiryncie, nie zostało nic,
Nic prócz sterty luster, potłuczonych w mak,
Kot psu przebiegł drogę, czy to jakiś znak?
Tak, to ostrzeżenie; kot jęzorem miele:
"Zabierz zwierciadełko, czasu masz niewiele.”
Pędem gna na zamek, tam zamknięte kraty,
Wpadł po uszy piesek w wielkie tarapaty,
Znalazł z tyłu zamku, pośród szarych prochów,
Potajemne wejście do podziemnych lochów,
Pies na widok czaszek jak osika drży,
Światełko w oddali nieuchwytnie mży,
Na końcu podziemi, w zamczyska podwoje,
Wskoczył za Trolinkiem i już są we dwoje.
Trolinek o mało, nie skamieniał cały,
Zdąrzył pies na czas, dzielny kundel mały.
Chwycił w dłoń Trolinek, kawałek lusterka,
A zmornica patrzy, jak w obrazek zerka,
Wciąga ją ten widok, w końcu kamienieje,
Wściekła niczym osa ogniem wkoło zieje.
"Poddaj się zmornico, nie zatrzymasz tego,
Świat twój legnie w gruzach, koniec tego złego!"
Czary i zaklęcia, zwierciadło pochłania,
Traci moc Zmornica, na nogach się słania,
Uczynione krzywdy, w lusterku ujrzała,
Teraz już na zawsze, kamieniem się stała,
Zerwał się na nogi nasz Trolinek mały,
Kolec od skorpiona wbił do ziemi cały,
Pęka wpół podłoga, kruszy się zamczysko,
Spadające głazy, duszące kurzysko,
Zło jak para niknie, gaśnie bezpowrotnie,
Dobro zwyciężyło, ponad pięćsetkrotnie,
Po groźnym zamczysku, został studni cień,
Trolinek do pieska, "Spojrzyj proszę weń,
Ujrzysz w jego głębi, tuż za jego tłem,
Trwającą od wieków walkę dobra ze złem."

ROZDZIAŁ 14. PERŁOWA JASKINIA

Przed nimi jaskinia i brną po omacku,
Poślizgnął się piesek na mokrym posadzku,
I żywo w dół spada po skale perłowej,
I kręci się, wierci, jak w tubie lodowej.
Zań wskoczył Troinek, ratować chce psa,
Na brzuchu szoruje; pędzi, sunie,gna,
A wiatr rozhulany, dogania go prawie,
Lecz piesek podskoczył i frunie na jawie.
Jak gwiazdy migoczą, świetliki w jaskini,
Tu wszystko co żyje, porusza się w linii,
Jaskrawe dmuchawce, swe lotki puściły,
Zbudziły wampiry, co w skałach pośniły.
Wlecieli do sali, gdzie tańczą kaskady,
Igrają po ciemku studniczków gromady,
Usiedli na głazie, jezioro u stóp,
Wskoczyli do wody, pływają chlup chlup,
Trolinek głęboko jak strzała nurkuje,
Na dno, gdzie rój ćmików leniwie szybuje.
Coś z nagła go wciąga, zasysa bul bul,
To kocioł wirowy pochłania go w dół.
Chcąc pana ratować nurkuje też pies,
Dogonił Trolinka, bo przecież to zwierz,
I kręcą się, wiercą, jak w studni głębokiej,
I żywo w dół suną, w pochylni szerokiej,
Urywa się wykrot to koniec jaskini,
Wypluła ich skała do rzeki wskoczyli,
Nurt wody wiruje i nury kłębiące,
Duszą ich i dławią, fale mdłe, pieniące,
Na pomoc przybyły, te dwa piżmoszczury,
Co dzielny Trolinek, zdjął czar z nich ponury,
To karma wróciła, to co dajesz-wraca,
Być dobrym dla innych, to zawsze popłaca.

ROZDZIAŁ 15. WODOSPAD ŚWIATEŁ

Siedzą już na grzbiecie i niesie ich tratwa,
Pływanie po rzece to sztuka niełatwa,
Minęli pagóry, rozległe polany ,
Przed nimi wodospad, w oparach skąpany,
Ten stoi i straszy, jak smok parą zieje,
A mgła z jego paszczy, po stoku się sieje,
Pożreć chce ich tratwę, rozerwać ją wpół,
W studnicę wlecieli, zsuwają się w dół.
Na dnie wodospadu miliardy bąbelków,
I miasto przedziwne ze szklanych sopelków,
Mieszkają w tym mieście malusieńkie stworki,
Srebrzące, błyszczące, lodowe potworki,
Przywitał się z jednym, Trolinek nasz mały,
Lecz zrazu zobaczył, że jest osowiały,
"Dlaczego smutniejesz?", zapytał go cicho,
"Bo wiele lat temu przybyło tu licho,
Szkaradny szkapolud, rozgrywa swe gierki,
Wykrada nam wszystkie świecące iskierki,
Co noc się tu czai, przyłazi nas straszyć,
I chucha i dmucha by brzuszki nam zgasić,
A gdy nie świecimy, ciemności nastają,
I radość do życia nam wciąż odbierają."
“Już ja się rozprawię z tym złym szkapoludem,”
Powiedział Trolinek, bez srachu lecz z trudem,
Powpycham mu bodaj iskierki te w paszczę,
A wtedy ten potwór na zawsze już zaśnie!"
Z iskrzących ogników domino postawił,
Pół nocy czekali, aż potwór się zjawił,
Łeb wielki się wsunął do szklanej jaskini,
Jęzorem już mlaska i paszczę swą ślini.
Wtem wszystkie iskierki od dzielnego zucha,
Wleciały bez ładu do wielkiego brzucha,
A brzuchol jak księżyc, w ciemnościach wciąż świeci,
Zasnęła gadzina i śpi od stuleci,
Do dziś lodostworki, skrzyć się nie ustają,
I jak krążą słuchy, cudownie się mają.

ROZDZIAŁ 16 . RZEKA ŚWIATÓW

Tuż za wodospadem rzeka rwać ustała,
Śnieżnobiała piana zbliża się bez mała,
Cisza milczy wkoło, płyną sobie płyną,
Wiją się szuwary, gdzie opary giną,
Stoją tam w zadumie, chude tataraki,
Krzywo spozierając, dają jakieś znaki.
"To Trolinek dzielny", cicho mamrotają,
Szpaler utworzyły, ciała uginają,
Tam gdzie miał swój koniec tataraków las,
Słońca jeden promyk nieuchronnie zgasł.
Poszarzało niebo, nastąpiła mgła,
A pośrodku rzeki stary ropuch gna.
Z nagła się zatrzymał, na głowie korona,
"Jam tej rzeki władcą!", grzmiąco do nich woła.
"Dalej już popłyną, tylko pies i on,
Zatem ginę w morku, muszę dbać o tron!"
Przeźroczystą bańkę, z nozdrzy swych wybąknął,
"Wskoczcie do niej śmiało", grzmiąco do nich chrząknął,
"Bańka was poniesie, od świata do świata,
Nie jest ona ptakiem, lecz wspaniale lata."
Pierwszy wskoczył piesek, Trolinek tuż tuż,
Wznosi się bąbelek, są pod niebem już,
Widzą jak na dłoni rzekę i polany,
Pod nimi wodospad w oparach skąpany,
Lecą wciąż i lecą, gnają jak balonem,
Nad górami pędzą, tuż pod nieboskłonem,
Wiszą tam bez ruchu, patrzą cicho tak,
Gdzie zmornicy zamek, rozsypał się w mak.
Trolinek wykrzyczał; "Czas do domu wrócić,
Słuchaj wielka bańko, trzeba nam zawrócić!"
Trzęsie się bąbelek, kurs obiera nowy,
lotem błyskawicy, na Las Trolinkowy.
Z góry zobaczyli wulkan diamentowy,
Zipiejącą wyspę, a w niej krater nowy,
Pomachali żółwiom, co żyją na plaży,
Minęli ocean, który w ciszy marzy,
Nad jeziorem mgieł tam, w bagnach lazurowych,
Z lotu ptaka widać, milion stworzeń nowych.
Gdy wlecieli w chmury, gdzie żyją chmurzaki,
Zjedli dziwne lody, odlotowe smaki.
"Popatrz w dół kolego", rzekł Trolinek psu,
"Ujrzysz tam pustynię, pełną łez i snu,"
Lecz zamiast pustyni, tętniąca oaza,
Życia co ożyło, przecudowna faza,
Traszki i jaszczurka teraz mają młode,
Z tryskających źrodeł wypijają wodę,
Tuż przed wielkim lasem, łąka dzbaneczników,
Pełno tu owadów i polnych kucyków,
Przelecieli pędem, nad pajęczą jamą,
Gdzie pięć głów pająka, każda chce być samą.
Zobaczyli w końcu Trolinkowy Las,
I drewniany domek, gdzie kominek zgasł.

ROZDZIAŁ 17. TROLINKOWY LAS

Na wiszącym mchu, bąbel osiadł cicho,
Tam gdzie zapach bzu, gdzie nie sięga licho,
Wokół milion igieł zęby swoje szczerzy,
Każdy listek żywy mocno w siebie wierzy.
Wierzy też Trolinek, w siebie i w rodzinę,
W to, że jeśli kocham; to nigdy nie zginę!
Pies u jego nogi, cichuteńko sapie,
Trolinek zbyt myśląc, po głowie się drapie,
"Gdzie jest ma rodzina, gdzie są jeżoludki?"
Myśli plączą głowę, jak muzyczne nutki.
"Twa rodzina żyje!", słyszy głos ponury,
Dochodzący z drzewa, jakby deszcz od góry.
"Ci co już odeszli, są jak zimne skały,
Zmarłych już nie wskrzesisz, ciesz się życiem mały,
Oni żyją w Tobie, w sercu twoim są,
I jak ptak po niebie, w Twej historii mkną."
Ujrzał w tym Trolinek życia swego sens,
Jeno jutro żyje, przeszłość pustki kęs!
Trzeba nam iść naprzód, nie patrzeć za siebie,
Bo Bóg kocha ludzi, którzy wierzą w siebie,
Co uczciwie walczą i ciężko pracują,
Co kochają szczerze i dobro budują!
Mając na uwadze, to co powiedziałem,
Byłem ja w tym lesie, Trolinka spotkałem,
Tysiąc drzewnych domków, cudnie wybudował,
Swych leśnych przyjaciół, wiarą odczarował,
Założył rodzinę, ma gromadkę dzieci,
Łażą do pająka, co ma złote sieci,
Wszyscy w lesie żyją, w zgodzie i harmonii,
I nie mają czasu na byt w monotonii,
Wiedzą dobrze o tym, trzeba chronić las,
On daje nam życie i ochrania nas.
Leśne jeżoludki lasu wciąż pilnują,
Jak spotkają łotra, po nogach go kłują.
Gdy Trolinka ujrzysz, na swej drodze w lesie,
Miej się na baczności, bo on prawość niesie,
Jeśli krzywdę czynisz, on ukrzywdzi ciebie,
Dobro siejesz wokół, sprawi byś był w niebie,
Wszystko razy pięćset, tak abyś zrozumiał,
Dzielił się z innym, no i kochać umiał
KONIEC

Książka w wersji paierowej

© WierszykiDlaDzieci.pl | Kontakt