Marek Wnukowski
Jerzyk
Plotka się od rana niesie,
że się jerzyk zgubił w lesie.
Już szukają go zwierzaki,
przeszukują trawy, krzaki.
Może zasłabł, lub jest chory
i się schował gdzieś do nory?
A jak połamał pazurka? -
martwi się pani jaszczurka.
Muchomora może spożył? -
stary borsuk się zatrwożył,
albo – i to byłby koniec -
wpadł do bagna?! – rzekł zaskroniec.
Może jeżyn chciał zjeść kilka -
przemówiła żona wilka -
wplątał igły w krzaków kolce?
Łatwo z nich się nie wyplącze.
Skończcie – rzekł lis – bo się duszę -
skąd te czarne scenariusze?
Pewnie sobie odpoczywa
gdzieś w paprociach, lub w pokrzywach?
Nie gdybajmy już zwierzaki -
obruszyły się warchlaki -
my tu w kółko się kręcimy,
a on może traci siły?
Ruszmy łapy i kopyta,
każdy niech o niego pyta.
Musi gdzieś być w leśnej głuszy,
wytężajmy mocno uszy!
Nagle z krzaków się wyłania
jeleń, a z nim smukła łania.
Posłuchajcie – wszem się zwierza -
Ja widziałem właśnie jeża.
Zdziwił się, że go szukamy,
on z wizytą jest u mamy.
Larwy wspólnie spożywają
i się całkiem dobrze mają.
- Tu pomyłka zaszła chyba -
głos donosi się zza grzyba.
Wszyscy w grzyba się wpatrują -
Kto to mówi? – Dopytują.
Myszka wyszła, się skłoniła
i nieśmiało przemówiła:
- To ja alarm rano wszczęłam
i się tego nie wypieram.
Wczesnym rankiem, tuż po świcie
kiedy jeszcze wszyscy śpicie,
ja już ścielę swe posłanie,
ziarnka zjadam na śniadanie.
Tak też było dzisiaj z rana -
jeszcze byłam rozczochrana,
a tu słyszę ptasie płacze.
wyjdę – myślę – i zobaczę.
Zerkam, a w koronie świerka
jakiś ptaszek głośno ćwierka.
Pióra dzióbkiem rwie z ogonka,
on, a także jego żonka.
Pytam głośno – co się stało?
- Dziecko gdzieś mi się podziało!
- Drżącym trelem odpowiada -
- Pomóż myszko! Proszę, błagam!
Dobrze – krzyczę – mój sąsiedzie,
trzeba się wspomagać w biedzie.
Ty owady budź i ptaki,
a ja płazy oraz ssaki.
Stąd mój pisk się niósł po lesie,
że się jerzyk zgubił w lesie.
Ale nie ten jeż z kolcami,
tylko jerzyk – ptak! Z piórami!
Stąd to całe zamieszanie,
bardzo was przepraszam za nie.
Nie o jeża, lecz jerzyka
niech się każdy - gdzie da – pyta.
Dobrze, że się wyjaśniło -
odparł żubr wstrząsając grzywą -
Odszukajmy ptasie dziecię,
gdzieś przebywać musi przecież?
Wtem, gdzieś z góry, jak grom z nieba
jerzyk krzyczy. – „Już nie trzeba!
Nie szukajcie mego synka,
odnalazła się dziecinka!
Znalazł się mój „niedobrota”,
on się zląkł na widok kota,
który w lesie spacerował,
przed nim się do dziupli schował.
Bał się ćwierknąć, czy odezwać
nie miał jak pomocy wezwać.
Usnął - nawet nie wie kiedy
i narobił przez to biedy.
Ale cały jest i zdrowy,
nie ma nawet bólu głowy.
Wstyd mu tylko, tak zwyczajnie,
i nie czuje się z tym fajnie.
Czas się rozejść, koniec draki,
spisałyście się zwierzaki.
Każdy pomoc oferował
nikt za nikim się nie chował”.
Tak się kończy ta przygoda,
ciut za szybko, trochę szkoda.
W dobrej bajce ma znaczenie
pozytywne zakończenie.
Jeszcze słówko o jerzyku,
skoro tyle o nim krzyku,
bo to pożyteczne zwierzę,
wyjątkowe - mówię szczerze.
Umie latać blisko nieba,
w locie pośpi, jeśli trzeba.
Może latać tygodniami,
bez przystanku, nad chmurami.
Ptaszek ludziom jest przyjazny -
je komary - szczegół ważny.
Kto w sąsiedztwie ma jerzyka,
ten komarów nie spotyka.
25.08.2024