Michał Jankowiak

Restauracja. (Pies Karambus)

Jesteśmy w restauracji,
pies ze mną, na kolacji.
A z nami moja żona,
od rana najeżona,
mój brat dwudziestolatek,
też z żoną na dodatek.
Karambus uśmiechnięty,
nieludzko odsztachnięty.
Koszula, marynarka,
nie pomnął wziąć zegarka.
I krawat, i lakierki,
w kieszeniach tabakierki,
na szyi złota kieta,
na łapie bransoleta.
Przybył i kelner w końcu,
błyszczy się taca w słońcu,
wysunął swój notesik
i walnął nam frazesik:
„Witamy w Starej Chacie,
co państwo zamawiacie?
Dzisiejsze danie dnia:
bigosik. Ha, ha, ha!
Mamy kiełbasę z grilla
i pieczonego gila!”.
Ucieszył się Karambus,
zesztywniał jak ten bambus,
wyszczerzył swe zębicha,
aż z pyska ślinka prycha.
„Poproszę wuszt z bigosem –
przemówił ludzkim głosem. –
No a na ten deserek
może być gil i serek”.
„Ten piesek gy-gy… gada
i nawet nie ujada” –
wydusił z siebie słowa
ten kelner, co się chowa
pod stołem, pod obrusem
przed moim Karambusem.
Nareszcie zamówienie,
głaszczemy podniebienie
bigosem i kiełbasą
z cebulą i okrasą.
Karambus coś tam gmera
i cały wuszt wyżera,
aż trafił na kosteczkę.
Wykrzywił psią mordeczkę
i cały pokrzywiony
wykrzyczał: „Psie ogony!
Dawajcie tu kucharza,
partacza i knociarza”.
Jak bomba wpadł na kuchnię,
coś chyba tu wybuchnie.
No pewnie – pies oszalał
i całą kuchnię zalał:
herbatą, kawą z mlekiem,
maczanym w zupie wekiem,
rosołem, barszczem, żurkiem…
To wszystko leci ciurkiem
wprost na podłogę z desek…
Wszystkiemu winny piesek.

© WierszykiDlaDzieci.pl | Kontakt