Wierszyki do czytania Wierszyki do słuchania

Leszek Sulima Ciundziewicki

Mucha i Karaluch

Za siedmioma górami,
za siedmioma rzekami,
przy ogromnej kałuży
stał domek nieduży.

Małe okna, małe drzwiczki
prowadzące do piwniczki.
Ściany, teraz bardzo stare
kiedyś były pewnie białe.

Lecz to dawno temu było,
teraz wszystko się zmieniło.
W chatce mieszka mucha stara
a okropna z niej poczwara.

Jest niedobra i złośliwa,
jak to zwykle w bajkach bywa.
Mieszka sama,opuszczona
i przyjaciół pozbawiona.

Nikt do muchy nie przychodzi,
wręcz z daleka dom obchodzi.
Żadnych krewnych, żadnych gości
i to muchę strasznie złości.

Mucha pomysł obmyśliła
aby sama już nie była.
Ogłoszenie takiej treści
w leśnej prasie dziś zamieści.

„Młoda, piękna, bardzo mądra
i nie byle jaka flądra,
o serduszku bardzo czystym
i spojrzeniu powłóczystym.

Z dużą willą, samochodem,
wręcz książęcym rodowodem.
Konto w banku, oszczędności
i rozległe znajomości.

W zamążpójście jestem skora
jeśli znajdę amatora.
Nie chcę czekać ani chwili”
...tutaj adres by trafili.

Wszyscy, którzy to czytali
Wprost ze śmiechu popękali.
Plotek było w całym lesie,
no a plotki echo niesie.

Wieść dotarła wnet na zachód,
gdzie w szalenie brudnym piachu,
żył karaluch opryskliwy,
bardzo brzydki i złośliwy.

Mała główka, krzywe nóżki,
brzuch miał wielki w kształcie gruszki.
Słabo widział, ledwie słyszał,
na dodatek też wyłysiał.

Myśli sobie, będzie moja,
to na starość ma ostoja.
W kąt już pójdzie moja bieda,
cóż mi więcej w życiu trzeba.

Skończą moje się kłopoty,
wyślę muchę do roboty.
„Podaj obiad, zrób zakupy,
wracaj szybko do chałupy”.

Tak marzenia swoje snuje,
niecne plany w głowie knuje.
O tym jak się życie zmieni,
kiedy z muchą się ożeni.

Rankiem wymył się w kałuży,
włożył smoking ciut przyduży,
buty mocno wypastował,
krawat w brudne spodnie schował.

W świat wyruszył szukać żony,
choć był bardzo wystraszony.
Dotarł wreszcie pod dom muchy,
takie są już karaluchy.

Brzydkie, ślepe, często głuche
lecz potrafią uwieść muchę.
Mają na to sposób stary,
Który działa niczym czary.

Upadł przed nią na kolana,
„Witaj moja ukochana!
Tu są kwiaty, jam jedyny,
Przyjmij moje oświadczyny.

Już Cię wiodę do ołtarza,
Taka miłość raz się zdarza.
Jutro z rana weźmy ślub
Będę kochał Cię po grób”.

Na weselu byli goście,
którzy śmiali się donośnie.
Kpiąc, że taka wstrętna mucha
ma za męża karalucha.

Tekst © Copyright by Leszek Sulima Ciundziewicki

© WierszykiDlaDzieci.pl | Kontakt