Waldemar Puślecki

Obiad taty

Gdy obiady robi tato,
w domu istne jest tornado.

Lecą z szafek różne rzeczy:
torby, pudła, co podleci!
Makarony, sosy, kaszki,
majeranek i fistaszki.

Leci sól, ocet, olej,
wszystko leci. Ojej, ojej!
Leci mięso, za nim kość,
tłuczek, tasak, jeszcze coś!

Potem marchew, por i seler,
leci też angielskie ziele!
Leci mąka, w kuchni biało!
Tata, idąc, robi slalom.

Kroi mięso. O rety, rety!
Szybko bandaż! Niezłe kotlety.
Zupa już na ogniu kipi,
obok rondel piszczy, skrzypi.

Już w nim strzela zgrzany olej,
już się dymi. Ojej, ojej!
W domu siwo, tata biega
i do rondla wody wlewa.

Ale syku! Ale pary!
Tata otarł okulary.
Spojrzał na nas, że aż strach,
i podkręcił jeszcze gaz.

– Obiad będzie
dziś na czas!
Mimochodem puścił oko.
– Tylko spoko! Nie ma sprawy!

Spadł mu słoik marmolady.
– To nie szkodzi.
I do pieca znów podchodzi.

O nie! Marmolada na tej drodze.
Tata leży na podłodze.

– Ale pech!
Tacie aż zaparło dech.
Zrobił okład na swej głowie.
– Tylko żadne pogotowie!

Znalazł w półce jeszcze przecier,
ten do sosu – jak już wiecie.
Zdjął pokrywkę, wrzasnął z bólem,
a przecierem zlał koszulę.

A na dodatek
przyszła jeszcze mama
i jak to wszystko zobaczyła,
to już w drzwiach zemdlała.

© WierszykiDlaDzieci.pl | Kontakt