Małgorzata Poręba

Oskar na tropie zmarnowanej wody

Co dzisiaj w notesie ekodetektywa
będzie zapisane? Śledztwo wodne wzywa!
Oskar, z psem u boku i ciekawską siostrą,
przyjął dziś taktykę prostą, ale ostrą:
będzie kontrolować w domu przepływ wody.
Już za godzin kilka spisze swe dowody!
Na głowie kapelusz, niżej – okulary;
czas się wreszcie zabrać za wodne opary!
Oskar, z lupą w ręku, w kuchni zaczął szukać.
Mama właśnie miała gary myć i płukać.
Chłopiec obserwował z bardzo ważną miną.
„Za co by obarczyć moją mamę winą?” –
myślał, lecz niedługo, bo coś zauważył.
Lupę swą do zlewu zbliżyć się odważył.
„Dowód numer jeden to bieżąca woda!
Leje się jej dużo. Chyba nieco szkoda?
Czy nie lepiej nalać jej do zlewu trochę
i z zaoszczędzonej wody mieć radochę?”.
Piesek szczeknął głośno, siostra notowała.
Mama przytaknęła – zgodzić się musiała.
Oskar, dumny z siebie, poszedł pod łazienkę.
Już miał, chcąc zapukać, podnieść swoją rękę,
gdy usłyszał odgłos wody spod prysznica.
Brzmiało to jak tropu słodka obietnica!
Oparł się o ścianę; siostra identycznie,
licząc, że brat-śledczy powie jej logicznie,
czemu tu tak stoją. Burek również czekał.
Oskar jednak ciągle z odpowiedzią zwlekał,
licząc wciąż sekundy, a potem minuty.
Wreszcie wyszedł tata, zakładając buty.
Machnął do nich ręką, głasnął też kundelka.
„Trzeba było mówić, że kolejka wielka!”.
„Mam cię! Przyłapany! Spytasz, jaki powód? –
krzyknął głośno Oskar, pokazując dowód:
minut osiemnaście na wielkim stoperze. –
Tyle lałeś wodę!”. „Jak to? Aż nie wierzę! –
zdziwił się mężczyzna. Oczy wzniósł ku górze.
– Pod prysznicem miło. A rachunki duże!
Strzeżcie się, dzieciaki, przed tak długim myciem” –
rzekł i się na moment zaczerwienił skrycie.
Oskar wziął do serca sobie tę poradę,
gdyż sam pod prysznicem robił wręcz biesiadę.
Po tych dwóch dowodach zrobił chwilę przerwy,
by na szkolnych sprawach skupić swoje nerwy.
Ale kiedy potem zęby swe szorował,
dostrzegł, że w tej chwili sam wodę marnował!
Od jakiejś minuty nie zakręcił kranu.
Jak mógł doprowadzić do takiego stanu?
Ale sam nie może tropem być dla siebie!
Wiedział, kto wspomoże teraz go w potrzebie.
Czyhał przed łazienką, aż nareszcie Ola
poszła umyć zęby. „Cóż to za swawola!” –
tak zawołał Oskar, widząc, że dziewczynka
jak on leje wodę. Wnet jej zrzedła minka.
„Ale ja od ciebie tak się nauczyłam!”.
„Liczą się dowody, moja Olu miła!”.
Cmoknął, kiwnął głową, coś tam zanotował,
po czym własny notes do kieszeni schował
i zakończył śledztwo na dowodzie trzecim.
Przed snem jeszcze zdołał parę słówek sklecić:
„Jeden: kwestia wody. Trzeba ją oszczędzać.
Jak się raz nie uda, to się nie zniechęcać.
Może wejdzie w nawyk. Dobra, chyba tyle”.
Zasnął, aby rano znowu być przy sile.

© WierszykiDlaDzieci.pl | Kontakt