Małgorzata Poręba

Oskar na tropie straconego prądu

Co dzisiaj w notesie ekodetektywa
będzie zapisane? Śledztwo prądu wzywa!
Oskar, tuż po szkole, trochę bez humoru,
włączył swój komputer, grając do oporu.
Lecz po jakimś czasie, gdy odwrócił głowę,
przyszło mu znienacka przemyślenie nowe:
siedzi, prąd marnuje, no a o tej porze
mógłby z powodzeniem bawić się na dworze,
bo pogoda piękna, ciepło i słonecznie…
Trzeba wznowić śledztwo! Teraz! Już! Koniecznie!
Oskar prędko przywdział ważny strój roboczy,
aby już po chwili z lupą dumnie kroczyć.
Nie minęła chwila, a był przy swej Oli.
„Czy cię, moja siostro, tył twój już nie boli,
że tak ciągle siedzisz przy tym komputerze?
Wolisz prąd marnować? Skandal, aż nie wierzę!”.
„Ale – zawołała – ja na zewnątrz byłam,
ja tylko na chwilę komputer włączyłam…”.
„Winny się tłumaczy” – rzekł z powagą chłopiec,
byle jeszcze bardziej biednej Oli dopiec,
sam zrozumiał jednak, że będąc na dworze,
sobie i naturze bardziej dopomoże.
Idąc zaś tym śladem, uznał, że w tym domu
trzeba zrobić śledztwo, choćby po kryjomu!
Cicho niczym myszka zszedł więc do salonu,
chętny, by postawić kogoś wnet do pionu.
Słyszał telewizor, widział i reklamy,
ale nie dostrzegał taty ani mamy!
Nagle koło chłopca Burek szczeknął czule,
ciągnąc go na taras za jego koszulę.
Bingo! To rodzice byli tam, w ogródku.
Oskar zaraz podszedł do nich po cichutku,
po czym ryknął głośno: „Mam was, przyłapani!
Tam się prąd marnuje, wy tu zagadani!
Burek sam was nakrył”. (Piesek zły zaszczekał:
co go prąd obchodził, on na spacer czekał!).
Mimo że rodzice niemal podskoczyli,
zaraztelewizor głośny wyłączyli.
„Trzeba prąd oszczędzać – przyznał tata zgodnie.
– Powiedz, synu, czemu? Bo tak teraz modnie?”.
„Przez… rachunki?”. Mama na to się zaśmiała.
Rzekła: „Tak, to kwestia również jest niemała.
Lecz im mniej energii łącznie zużyjemy,
tym mniej substancjami złymi świat trujemy.
Ja się staram zawsze puszczać pełną pralkę,
tak jak i wypełniam calutką zmywarkę”.
„Ja zaś wymieniłem żarówki w tym domu.
Energooszczędne nie szkodzą nikomu” –
dodał tata.Umysł chłopca zaczął pędzić:
teraz on chciał jakoś prąd dziś zaoszczędzić!
Myślał nad tym wszystkim jakieś dwie godziny.
Później przyszedł Marek – kumpel – w odwiedziny.
Gdy się pobawili, siedli do nauki.
Oskar wciąż wydawał pełne złości mruki.
„Też już mi się nie chce…” – zaczął Marek z wolna.
Co Oskara gryzło, to nie kwestia szkolna.
Nagle wstał bez słowa, zniknął na chwileczkę,
po czym przyniósł dumnie pełną świec siateczkę.
Świeczki porozstawiał i pogasił światła.
„Ekologia – uznał – jest naprawdę łatwa!
Kto powiedział, Marku, że gdy się uczymy,
to przy tych żarówkach siedzieć tu musimy?”.
Marek parsknął śmiechem; znał już przyjaciela.
Wiedział, że przesadza i że onieśmiela,
lecz zrozumiał zaraz, o co mu chodziło:
lepiej – gdy nie trzeba – by się nie świeciło.
Potem zaś wpadł tata, chwycił się za głowę;
szybko się skończyłyte lekcje świeczkowe.
Gdy wieczorem Oskar rozprostował plecy,
znów zapisał notkę, lecz już nie przy świecy –
mama zabroniła, bo to oczy psuje.
Tak więc dziś napisał, czując, że pojmuje:
„Ważne: kwestia prądu. Trzeba ograniczać.
W straty środowisko i pieniądze wliczać.
Mniej od dzisiaj grania. Dobra, chyba tyle”.
Zasnął, aby rano znowu być przy sile.

© WierszykiDlaDzieci.pl | Kontakt