Małgorzata Poręba

Oskar na tropie pozostałych ekozbrodni

Co dzisiaj w notesie ekodetektywa
będzie zapisane? Śledztwo nadal wzywa!
Oskar wiedział dobrze, że już termin blisko,
że koniecznie musi zebrać sobie wszystko
i swe dochodzenie w klasie wnet przedstawić.
Ale chłopak nie chciał śledztwa tak zostawić!
Postanowił zatem, że dziś na papierze
wszystkie pozostałe informacje zbierze.
Sam wydedukuje, bo wie samjuż wiele!
Dziś zaś miał się widzieć ze swym przyjacielem,
więc zaproponował, aby pójść na lody.
Może tam odszuka gdzieś jakieś dowody?
„A co powiesz, Marku – rzekł, gdy się spotkali–
byśmy dziś na lody pyszne pojechali?
Powiem zaraz tacie, on nas tam podwiezie”.
„Pewnie – uznał Marek – zjem dziś, ile wlezie!”.
Oskar zaś skamieniał. Przyszło mu do głowy,
że ten jego pomysł nie jest zbytnio „zdrowy”,
lecz by się przed Markiem nie skompromitować,
zaczął swój notesik z torby wnet wyjmować;
cmoknął też z wyższością i siadł na tarasie.
„Marku, Marku – zaczął – to był test, głuptasie.
Po co jechać autem, tworzyć złe spaliny,
gdy rowerem można, i to wręcz bez winy?
To o dym mi chodzi, wiesz, ten z samochodu,
a do lodów blisko. Chodźmy do ogrodu”.
Poszli po rowery, prędko zajechali
i już po kwadransie lody zajadali,
a Oskar zapisał: „Auto jest wątpliwe,
lepiej wybrać rower, jeśli to możliwe,
albo też autobus, jeśli tylko można.
Jazda jednak zawsze musi być ostrożna”.
Dumny z tego zdania, odprowadził Marka,
a gdy już powiedział z nonszalancją „narka!”,
wrócił do ogrodu. Patrzy – to zabawki!
(Chłopak aż z wrażenia dostał zaraz czkawki.)
Ułożone były wszystkie gdzieś na trawie;
Burek lalce rękę właśnie odgryzł prawie.
Oskar spytał taty, skądże się tam wzięły.
Czyżby dziś ze strychu same tak czmychnęły?
„Pomyśl – odparł tata. – Jesteś detektywem”.
Chłopak zaraz zaczął myśleć nad motywem.
Wziął spój sprzęt roboczy, zbliżył prędko lupę
i popatrzył z bliska na zabawek grupę.
Są już niepotrzebne, są też używane.
Jednak wciąż nie wiedział, co jest tutaj grane!
Obok przeszła Ola. Widział, jak przystaje.
„O, nareszcie tata innym je oddaje!”.
Pełna satysfakcji poszła w głąb ogrodu.
Oskar już nie musiał szukać więc dowodu!
„Mamo, tato – wołał – wiem dzięki wskazówkom
i też dzięki temu, że ruszyłem główką,
po co te zabawki! Zamiast je wyrzucić,
lepiej je do życia znowu jest przywrócić!
Dla nas to mniej śmieci, innym to pomoże.
W którym więc je wszystkie spakujemy worze?”.
Pomógł swym rodzicom, bardzo dumnym z syna.
Nie minęła potem nawet i godzina,
gdy Oskar przez okno zauważył Olę,
która to pełniła z mamą ważną rolę:
sadziła roślinki, i to tak bez niego!
Przecież nie zostawi teraz śledztwa swego!
Z Burkiem gdzieś u boku stanął przy roślinach.
Ależ się zrobiła ważna chłopca mina…
„Widzę, drogie panie, że sobie sadzicie.
Chcę wam coś powiedzieć, a więc, mianowicie…
Sądzę, że działacie tu ekologicznie,
kryjąc to przede mną całkiem nielogicznie”.
„Możesz mnie zastąpić – rzekła z chęcią mama –
ale powiedz jeszcze, bo już nie wiem sama,
gdzie tu ekologia?”. I chociaż wiedziała,
to do przemówienia skusić syna chciała.
„No bo te sadzonki – zaczął Oskar z wolna –
to jest bardzo ważna dla nas kwestia rolna.
W końcu chyba lepsze nasze pomidory,
z których to zrobimy jakieś tam przetwory,
niż te wypryskane, jakieś, nie wiem, stare,
które Ola dzisiaj będzie jeść za karę…”.
Siostra zaraz bratu język pokazała,
mama zaś westchnęła, a po chwili wstała.
„Chodzi tutaj o to, że gdy coś sadzimy,
mamy własne plony. Nieco oszczędzimy,
bo nasze owoce i nasze warzywa
zdrowe są i świeże. W sklepach różnie bywa”.
Ola, chcąc zabłysnąć, rzekła wręcz komicznie:
„A im jest zieleniej, tym ekologiczniej!”.
„Można tak to ująć” – mama się zaśmiała,
po czym Oskarowi wprost do ręki dała
sprzęt dla ogrodnika, życząc powodzenia.
Chłopak nic już nie miał tu do powiedzenia.
Gdy wieczorem wreszcie w łóżku się położył,
to ostatni zapis w notesiku złożył:
„Jeden – kwestia spalin. Lepiej na rowerze.
Dwa – to te zabawki. Może ktoś odbierze.
Trzy – sadzonki. Zdrowe. Dobra, chyba tyle”.
Zasnął, aby rano znowu być przy sile.

© WierszykiDlaDzieci.pl | Kontakt