Małgorzata Poręba

Oskar zostaje ekodetektywem

Siedział sobie Oskar na zajęciach w szkole,
rękę opierając z nudą na swym czole.
Pani rozprawiała coś o ekologii,
Oskar zaś nie wiedział, jak koledzy mogli
słuchać tych pouczeń. Ziewnął okazale.
„Chciałbym już być w domu…”. Westchnął znów ospale.
Nagle zauważył, że uwaga wszelka
na nim to się skupia, zaś nauczycielka
stoi koło niego, no i głową kiwa.
„Chociaż, mój Oskarze, jestem dość cierpliwa,
to za nieuwagę kara dziś cię czeka”.
Oskarowi w złości drgnęła aż powieka.
„Wiem, należy mi się, ale, proszę pani,
bo ta ekologia cała jest do bani!
Na co ona komu? Skąd się niby wzięła?”.
Słysząc to, kobieta wnet się uśmiechnęła.
„I właśnie dlatego, drogi mój Oskarze,
poddam cię specjalnej, bardzo ważnej karze.
Przez tygodni kilka przeprowadzisz śledztwo
i przeszukasz dom swój, może i sąsiedztwo,
całą okolicę! – jeśli ci się uda;
już nie będziesz wiedział, co to znaczy nuda.
Musisz szukać przestępstw przeciw ekologii,
byśmy nasze siły później razem wzmogli,
rozmawiając o tym, co należy zmienić,
aby nasze miasto na lepsze odmienić”.
Oskar kręcił nosem, robił głupie miny,
ale nie minęły nawet dwie godziny,
gdy do wniosku doszedł, że przygoda wzywa.
Że czas wreszcie przyjąć rolę detektywa!
Gdy do domu wrócił, znalazł płaszcz po tacie,
później wyjął z szafy swe najlepsze gacie,
znalazł też bez szkiełek wielkie okulary,
a na głowę włożył kapelusik stary.
Teraz był gotowy. Zwołał wnet rodziców,
psa i siostrę Olę. Chciał mieć swych kibiców!
Choć na jego widok nieco się zaśmiali,
to, gdy zaczął mówić, w ciszy go słuchali.
„Tak się dziś złożyło, że dostałem pracę.
Pewnie wiele czasu wkrótce na nią stracę,
ale cel mam ważny. Wszystko jest logiczne:
będę tropił to, co nieekologiczne!”.
„Co to ekologia?” – siostra zapytała.
„Chytre to pytanie, ty spryciulo mała!” –
odparł zaraz Oskar, lecz się zaczerwienił.
Tak się na ostatniej lekcji strasznie lenił,
że nie bardzo wiedział, co jej odpowiedzieć.
„Trzeba wam, dzieciaki, już od dzisiaj wiedzieć –
pomógł mu wnet tata – że w tej ekologii
chodzi o to, byśmy Ziemi pomóc mogli.
Ta nauka bada nasze środowisko;
chce, byśmy z naturą byli bardzo blisko”.
„Wiele na to wpływa: woda, światło, śmieci –
powiedziała mama, patrząc na swe dzieci.
– Zobaczymy, synu, co z tym dochodzeniem”.
Oskar chciał już teraz zająć się śledzeniem!
Pies zaszczekał raźnie, siostra się cieszyła.
Lecz mama z myślami jakby wciąż się biła.
„Skąd ten pomysł nagle przyszedł ci do głowy?
Czy to czasem nie jest karny projekt nowy?”.
Oskar jedną nogą już był na podwórku.
„Słucham? Nie słyszałem! Chodź na spacer, Burku!”.
Czmychnął z psem na zewnątrz i poprawił spodnie.
W końcu pan detektyw ma się czuć swobodnie!

© WierszykiDlaDzieci.pl | Kontakt