Franek Kulka

Osowiały skowronek

Skowronek nie lubił nocy
Po co mi wytrzeszczać oczy?
I zużywać je na marne
W mroku wszystkie koty czarne
Łatwo zatem dość pechowo
Pójść przez życie inną drogą
Nie znajduję przyjemności
By ślepo błądzić w ciemności
Spać chodził więc wraz z kurami
I gdy inni wieczorami
Tak jak choćby szara sowa
Woleli sobie polować
To on wcześnie kładł się spać
Żeby móc przed świtem wstać
Zawsze pierwszy był wyspany
Rannym ptaszkiem więc był zwany
Nie jedząc nawet śniadania
Dzień zaczynał od śpiewania
Bo śpiew kochał ponad wszystko
I radosnym był artystą
Żył więc zdrowo, regularnie
Aż kiedyś nagle latarnie
Powstały przy ścieżce w parku
Wtedy poczuł, że w zegarku
Biologicznym z jego główki
Poprzestawiał ktoś wskazówki
Nie jest mu już zasnąć łatwo
Bo przeszkadza mu w tym światło
No i rano wstać nie może
Ciągle w kiepskim jest humorze
W kółko chodzi niewyspany
Jest na wszystkich nadąsany
Rano wcale już nie śpiewa
Wciąż zmęczony jest i ziewa
Oczy też ma podkrążone
Ciągle zżyma się na żonę
I oplata wciąż androny
Nie ranny, a postrzelony
Zasmucony, otępiały
Jednym słowem: osowiały
I zachodzi mocno w głowę
Czy ja się zamieniam w sowę?
Czy już będę sypiać dniami
A budzić się wieczorami?
I siedzieć do późna w nocy
Aż mnie boleć będą oczy?
Będę nosić okulary
Choć nie jestem taki stary
Zgarbię się i poszarzeję
Tak jak się to z ludźmi dzieje
Co miast dniem żyją nocami
Przez to zwie się ich sowami

© WierszykiDlaDzieci.pl | Kontakt