Wierszyki do czytania Wierszyki do słuchania

Katarzyna Kasperczyk

Sama w lesie!

Mała sarenka rzekła z przekąsem
"Chce być już duża! Niech znikną mi plamki!
Wtedy odejdę spod pieczy mamy
I razem z jeleniem powitam poranki!

Nie chce pić mleka! Chce świeżej trawy!
Liznąć też soli, czasem od święta...
Nie chcę się bawić! Skakać po łące,
tak jak to robią inne koźlęta!"

A Jeleń Rogacz- przywódca stada,
Schylił się nieco i tak do niej gada:

"Skoro już jesteś taka dorosła
To, Młoda Damo, zadaniu sprostaj!
Całą noc sama spróbuj spędzić w lesie!
Bo jak przypowieść prastara niesie
Tej młodej sarnie, której się to uda
i nie będzie straszna dla niej ciemność ani nuda
Tej plamki znikną w ciągu jednej nocy!
Może Tobie uda się rodziców zaskoczyć?

Lecz pamiętaj, Mała, że to nie jest proste!
W lesie rosną jodły, Ostrężyny ostre
I grzyby trujące...
A Szary Zajączek będzie sobie żarty stroić z małej sarny!
Taki to gagatek, choć nie muskularny!"

A sarenka słodko buzie otworzyła
Że znikną jej plamki- już w to uwierzyła...

Kopytka czyściła całe popołudnie
"Ach! Co za przygoda!
W lesie będzie cudnie!"

Tuż przed zmrokiem pobiegła pożegnać się z mamą,
Która rzewnie szlocha:
"Jesteś sarną mała!
Jak sobie poradzisz w lesie ciemnym? Powiedz?
Nie ma na polanie przyjaciółek- owiec!..."

Lecz Mała już jej nie słuchała
i w kierunku lasu na kopytkach gnała!

Chwile rozmawiała z dzięciołem Wojciechem
Którego stukanie odbija się echem.
Zdziwił się on bardzo, wszak dawno nie widział
w lesie samej sarny- toż to jeszcze dzidzia!

Za chwilę spotkała rodzinę jeżyków,
Co jabłka chowali do kolczastych koszyków,
Chciała im dopomóc, ale odmówili,
Chyba jej widokiem też się mocno zdziwili...

Im dalej w las biegnie, tym ciemniej się robi,
Aż tu nagle widzi przeogromne rogi!

Skuliła się cicho pod krzakiem borówki,
tam, gdzie domek mają pracowite mrówki,

Przygląda się rogom, które się zbliżają,
A tu obok krzaczka wyskakuje zając!
Jęknęła cichutko, cała wystraszona,
A szarak trajkocze: "Coś taka zlękniona??

Nie bój się dziecinko,
to Łóś jest- Makary,
Chodź, nie trzęś już bródką, to przyjaciel stary!"

Wyszła więc z ukrycia, lecz nadal się boi...
Chyba coś strasznego się tu będzie kroić!

Cudem tylko nie zemdlała w tej okropnej głuszy
I czekała cierpliwie aż Łoś do niej ruszy.

Lecz... cóż to znaczy?
Nie widzi potwora!
Tylko słabych żartów złośliwego amatora!

To Zając Szaraczek przybrał duże rogi
Chciał ze śmiechem patrzeć, jak ucieka w nogi!

"Prawdę zatem mówił, mój przywódca stada,
że gdy jego spotkam, to biada mi, biada!

Nie chce już być duża!
Boli mnie noga
I groźnie łypie na mnie nawet stonoga!

Strasznie tu zimno! chce iść do domu!
Tego co przeszłam, nie życzę nikomu!

Skoro dorosłość taka jest ciężka
I uważać trzeba na każdym kroku,
To lepiej niech będę ciągle malutka
A mama nie spuszcza ze mnie wzroku!"

Pognała pędem do swej rodziny
Galopem przez las
przez bór
polane...

Wtuliła się mocno w swego tatusia
i ukochaną stęsknioną mamę!

© WierszykiDlaDzieci.pl | Kontakt