Wierszyki do czytania Wierszyki do słuchania

Paweł Gołuch

Smoczy Kamień

Część IV. Klątwa

Młody książę objął żonę.
Ona zaś, na jego ramię
Głowę kładąc, snuła dalej
Smutny wiersz o swojej mamie:

„Czas niemalże się zatrzymał.
Stałam, patrząc z przerażeniem,
Jak upada i powoli,
Twardym staje się kamieniem.

Ojciec mieczem w starą jędzę
Celnie rzucił poprzez salę.
Wtedy niczym duch zniknęła.
Czar jednakże działał dalej.

Strażnik, który był najbliżej
Zdążył podbiec do królowej.
Chciał ją złapać. Na swych dłoniach
Rękawice miał stalowe.

To mu jednak nie pomogło.
Bez popiołów, bez płomieni,
Tak po prostu, tak od razu,
W szary, ciemny dym się zmienił.

Potem widmo się uniosło
Pod sklepienie i rozmyło.
Po strażniku ślad nie został...
Jakby nigdy go nie było.

Wycofałam się pod ścianę.
Usłyszałam, jak po chwili
Tata krzyczy na strażników,
By natychmiast go puścili.

Mama zaś leżała całkiem
Nieruchoma na dywanie.
Przemieniona czarem, który
Na mnie spocząć miał, nie na niej.”

W tym momencie Janek poczuł
Łzy królewny na koszuli.
„To nie Twoja wina”, szepnął,
Po czym mocno ją przytulił.

Upłynęło kilka minut
Nim podjęła swą opowieść:
„Przez tę noc posiwiał niemal
Każdy włos na taty głowie.

Zdecydował, by nie straszyć
Klątwą zwykłych, szarych ludzi.
Wierzył, że ktoś mamę wkrótce
Z kamiennego snu wybudzi.

Wydał zatem obwieszczenie,
Że królowa leży chora
I nikogo nie przyjmuje
Prócz zielarki i znachora.

Równocześnie wielu gońców
Posłał w kraj i za granicę,
Aby wszystkich mędrców, magów,
Alchemików, czarownice

Do Białego Zamku wezwać
I zapytać, czy pojęcie,
Chociażby najmniejsze mają,
Jak z królowej zdjąć zaklęcie.

Wszyscy jednak się poddali.
Stara wiedźma nie kłamała.
Nikt do dziś nie pojął zasad,
Według których klątwa działa.

Pewien mędrzec, który twierdził,
Że lekarstwo w mig odkryje,
Nie zważając na przestrogi,
Dotknął kamień długim kijem.

Nie przypuszczał, jak potężny
Na królowej urok ciąży.
W okamgnieniu w dym się zmienił.
Nawet zdziwić się nie zdążył.

Wielu zaś twierdziło zgodnie,
Że nie sposób pomóc mamie,
Jeśli nie wie się zupełnie
Czym jest ten pasiasty kamień.

Przepytano zatem ludzi,
Przeszukano księgozbiory.
Wszystko na nic. Ani śladu
Skał mających takie wzory.”

Na te słowa w Janka głowie
Pojawiło się wspomnienie:
Dom, głos dziadka, stara bajka.
Bajka, w której są kamienie!

Nie przerywał jednak żonie,
Która jeszcze nie skończyła:
„Ojciec kazał zamknąć salę.
Bał się o mnie, choć mówiłam,

Że ja przecież tylko patrzę.
Nie podchodzę, nie dotykam.
Odpowiadał, że mi ufa,
Ale boi się ryzyka.

Całe szczęście znałam inne
Wejście do tronowej sali.
Zakradałam się tam w nocy,
Kiedy wszyscy smacznie spali.

Działo się tak, aż do chwili,
W której tata mnie nad ranem
Zastał śpiącą obok mamy.
Posłużyli się dywanem,

Aby wynieść ją i zabrać
Nie wiadomo gdzie w karocy.
Król obwieścił zaś poddanym,
Że królowa zmarła w nocy.

Całe lata jej szukałam!
Przeczesałam lasy, góry,
By nareszcie w Ciemnoborze
Trafić na przeklęte mury.

Tutaj nikt się nie zapuszcza.
Ciągle bowiem wiele osób
Wierzy w znikających mnichów.
Jaka to ironia losu,

Że zabobon stał się faktem
I dziś rzeczywiście może
Bezpowrotnie zniknąć każdy,
Kto pojawi się w klasztorze.

Tata ciągle mnie traktuje
Jak córeczkę swoją małą.
Nie wie, że znalazłam mamę
I ja chcę, by tak zostało!”

Janek wiedział jakie myśli
Chodzą po królewny głowie.
Rozwiał zatem jej obawy:
„Ja na pewno mu nie powiem.”

Wreszcie podjął temat wspomnień:
„Wiesz, a mi się przypomniała
Bajka dziadka o istotach,
Które znają się na skałach.

Według niej we wnętrzu ziemi
Żyją bardzo mądre gnomy.
Tam, głęboko pod powierzchnią,
Drążą w skale swoje domy.

Słońce jest ich wielkim wrogiem.
Nawet nikły blask promieni
Może ciekawskiego gnoma
W marmurowy posąg zmienić.

Księżyc także im przeszkadza,
Bo odbija światło Słońca.
Nie wychodzą zatem nigdy.
Chociaż... może nie do końca.

Dziadek mówił, że w te noce,
Kiedy Srebrny Glob nie świeci,
Opuszczają swe jaskinie
By niegrzeczne porwać dzieci.

Twierdził nawet, że figurka,
Która zdobi klomb w ogrodzie,
To gnom, co nie zdążył wrócić
I przemienił się o wschodzie.

Ponoć go na Krzywej Górze
Znalazł kiedyś przed tą jamą,
Którą ludzie bardzo często
Nazywają Piekieł Bramą.

Wiem, że dziadek wszystko zmyślił,
Aby wnuki były grzeczne
I być może to, co powiem,
Wyda Ci się niedorzeczne,

Ale gdybyśmy tak poszli
Do jaskini, by zobaczyć
Czy się jakieś ziarno prawdy
W bajce dziadka chować raczy?

Myślę, że to znacznie lepsze
Niż bezczynność, a do tego
Będzie to okazja dla nas,
By odwiedzić znajomego.”

Koniec części czwartej

© WierszykiDlaDzieci.pl | Kontakt