Wierszyki do czytania Wierszyki do słuchania

Paweł Gołuch

Smocze Jajo

Część IX. Skrzydła

„Do balisty! Cel na wieży!”,
Rozkaz dał dowódca straży,
„Tylko tak, żeby niczego
Wstrętny gad nie zauważył.”

„Za mną”, dodał i na czele
Grupy kilku osób ruszył.
Pośród nich był duży Grzesiek –
Uczeń konstruktora kuszy.

Smok tymczasem wylądował
Na zamkowej wieży szczycie
Obok Janka i królewny
Oniemiałych całkowicie.

Chłopak pierwszy głos odzyskał
I, choć wciąż był w dużym szoku,
Zdołał spytać bardzo mądrze:
„Co Ty tutaj robisz Smoku?”

Tamten łeb przekrzywił lekko,
Jakby dziwił się pytaniu:
„Czyżbyś nie pamiętał chłopcze
Moich słów o zaufaniu?

Od początku wszystko z góry
Obserwuję po to, żeby
Pomóc Ci... albo przeszkodzić,
W zależności od potrzeby.

Mimo wielu niebezpieczeństw
Wywiązałeś się z umowy”,
Tutaj smok popatrzył wokół,
„A przynajmniej do połowy.

Wiem, że jeśli tu zostaniesz
Złapią Cię i pewnie zginiesz.
Proponuję zatem transport.
Chyba jestem Ci to winien.”

Zanim Janek odpowiedział,
Usłyszeli zawołanie:
„Karolinko, stój spokojnie!
Uratuję Cię kochanie!”

Król Władysław krzyczał do nich
Stojąc na najbliższej baszcie.
Chociaż ciągle był w piżamie,
Zdążył się już okryć płaszczem.

Karolina poprzez blanki
Wokół wieży wychylona
Wykrzyczała: „Wiem o wszystkim!
Jestem Tobą zawiedziona!”

„Pozwól, że to wytłumaczę”,
Król zamierzał grać na zwłokę
Póki ludzie od balisty
Nie rozprawią się ze smokiem.

Właśnie byli na etapie
Naciągania grubej liny.
„Daruj sobie!” – padły słowa
Z ust królewny Karoliny.

Ona sama zaś do ojca
Odwróciła się plecami
I na smoka patrząc twardo
Wypaliła: „Lecę z Wami!”

Janek, widząc jak oblicze
Smoka nagle pociemniało,
Stanął przed nim i powiedział:
„Bez niej by się nie udało.”

Tamten kilka słów pod nosem
Po smoczemu wymamrotał,
W końcu jednak rzekł: „Niech będzie.
Choć to według mnie głupota.”

Potem zwrócił się do Janka:
„Jeśli możesz, bądź tak miły,
Trzymaj jajo podczas lotu,
W obu rękach, z całej siły.”

„A Ty”, spojrzał na królewnę,
„Jeśli chcesz dołączyć do nas,
Chwyć chłopaka z tyłu mocno,
Tak by zamknąć go w ramionach.”

Karolina bez wahania
Wykonała rozkaz smoczy.
W taki uchwyt Janka wzięła,
Że mu z orbit wyszły oczy.

On rzecz jasna na ten uścisk,
Jak przystało na człowieka,
Który znieść potrafi wiele,
Absolutnie nie narzekał.

Smok zaś objął ich oboje
I bez trudu wystartował.
Nie ważyli w końcu dużo –
Znacznie mniej niż średnia krowa.

Ledwo wzbił się ponad wieżę,
Z dołu wymierzono w niego
Wielką kuszę uzbrojoną
W strzałę z drewna żelaznego.

Za nią stał dowódca, który
Był najlepszym spośród strzelców.
Nękającą zamek bestię
Miał w tej chwili na widelcu.

Chwycił mocno dźwignię spustu,
Aż tu nagle duży Grzesiek
Zaczął krzyczeć: „Stać! Nie strzelać!
Smok tych dwoje w łapach niesie!”

Szef strażników warknął na to:
„I co z tego? Ci zbiegowie,
Od początku, bez wątpienia,
Z tą poczwarą byli w zmowie!”

Po tych słowach zwolnił linę.
Grzesiek krzyknął: „Nie!” i skoczył.
Pchnął balistę dzięki czemu
Pocisk lekko z toru zboczył...

Chciałbym, aby tym sposobem
Olbrzymowi się udało
Uratować całą trójkę
Przed pędzącą w niebo strzałą.

Prawda jednak brzmi inaczej.
Smok był nad zewnętrznym murem,
Kiedy czarny bełt go trafił,
Robiąc w jego skrzydle dziurę.

Stracił przez to równowagę,
Mocno nim zakołysało,
Mimo wszystko leciał dalej
I przez chwilę się zdawało,

Że już naszych bohaterów
Żadna pogoń nie dopadnie.
Nagle smok w powietrzu zawisł,
Po czym runął w dół bezwładnie.

Koniec części dziewiątej

© WierszykiDlaDzieci.pl | Kontakt