Wierszyki do czytania Wierszyki do słuchania

Paweł Gołuch

Smocze Jajo

Część V. Złodziej

Krzywy szczyt przesłonił tarczę
Popołudniowego słońca.
W krzywym cieniu utonęła,
Delikatnie falująca,

Górska łąka. Wiatr cichutko
W morzu suchych traw szeleścił.
Janek, siedząc na kamieniu,
Słuchał smoczej opowieści:

„Tam, gdzie bielą się od śniegu
Gór Północnych ostre szczyty,
Tam, wśród stoków oblodzonych,
Niedostępnych, niezdobytych,

Leży grota, w której mieszkam
Razem z moją ukochaną.
Wybraliśmy tę jaskinię,
Aby nam nie przeszkadzano.

Byłem pewien, że tych stoków
Żaden człowiek nie zdobędzie”.
Tutaj smok głęboko westchnął:
„Dziś już wiem, że byłem w błędzie”.

Górskie echo powtórzyło
Przepełnione żalem słowa.
Smok zastygły niczym posąg,
Patrząc w dal kontynuował:

„Spodziewamy się potomstwa.
Wkrótce z jaj się wykluć mają
Dwa bezbronne, małe smoki.
Problem w tym, że jedno jajo,

Jedno z dwojga małych smocząt,
Wykradziono z naszej groty.
A to wszystko wina mojej
Ignorancji i głupoty.

Często razem z ukochaną
Opuszczaliśmy schronienie
Lecąc do zielonych dolin,
Aby zdobyć pożywienie.

I to ja za każdym razem
Byłem tym, który powtarzał,
Że pod naszą nieobecność
Nic smoczętom nie zagraża.

Miesiąc temu otrzymałem
Gorzką lekcję przezorności,
Gdy wracając ujrzeliśmy
Ślady nieproszonych gości

Prowadzące do jaskini.
Wpadłem tam i z nóg mnie ścięło.
Nie wierzyłem w to, co widzę –
Jedno z naszych jaj zniknęło!”.

Smok przygarbił się i Janek
Myślał, że to koniec, ale
Tamten nagle głowę podniósł
I ze złością mówił dalej:

„Otrząsnąłem się by zaraz
Ruszyć śladem tych złodziei...
Lecz trafiłem w burzę śnieżną
I trop zniknął wśród zawiei.

Czułem jak gniew i bezsilność
Chcą rozerwać mnie na części.
Nagle w śniegu zobaczyłem
Tarczę z herbem czarnej pięści”.

Janek dobrze znał ten symbol.
To był herb Twardorękiego!
I zrozumiał nagle wszystko.
Smok odwrócił się do niego:

„Twój król kazał ukraść jajo,
Po czym je gdzieś w zamku schował,
I dopóki go nie odda
Będę zamek atakował!

Myli się ten, kto uważa,
Że mnie mury zatrzymają.
Dawno bym je zniszczył, gdybym
Nie bał się, że zniszczę jajo.

Idź i przekaż swemu władcy,
Że to już upomnień koniec.
Jutro będzie mógł popatrzeć,
Jak królestwo jego płonie!”.

Janek wstał, lecz zamiast odejść,
Spytał smoka drżącym głosem:
„Czy powstrzymasz się od zemsty,
Jeśli jajo Ci przyniosę?”.

Smok dość długą chwilę milczał
Przyglądając się Jankowi.
W końcu jednak odpowiedział:
„Nie zaufam człowiekowi”.

Po tych słowach się odwrócił
I skierował do jaskini.
Chłopak jednak nie odpuszczał:
„Trudno jest Cię Smoku winić,

Ale co masz do stracenia?
Jeden dzień – o tyle proszę!”.
Smok zawahał się, przystanął,
Burknął: „Jeden dzień!” i poszedł.

Koniec części piątej

© WierszykiDlaDzieci.pl | Kontakt