Wierszyki do czytania Wierszyki do słuchania

Paweł Gołuch

Smocze Jajo

Część IV. Smok

Wąską ścieżką pod bukami
Dreptał Janek z Cichej Wody.
Szlak był trudny, momentami
Stromy jak młynarskie schody.

Mimo tego młody chłopak
Szybko się do góry wspinał.
Wkrótce świerk zastąpił buka,
Świerka zaś kosodrzewina.

A gdy zbocze pochłonęły
Górskiej trawy żółte fale,
Szlak złagodniał by nareszcie
Dotrzeć na niewielką halę.

Janek z lękiem spojrzał w górę –
Wyżej była tylko skała.
Nachylona jakby właśnie
Zwalić się na niego miała.

A u stóp mierzącej ponad
Sto pięćdziesiąt metrów ściany
Widniał czarny wlot jaskini,
Bramą Piekieł nazywany,

Bowiem aż do wnętrza ziemi
Sięgał system korytarzy.
W każdym razie tak mówiono.
Sprawdzić nikt się nie odważył.

Janek ruszył w stronę bramy
Rozglądając się wokoło,
A od tego rozglądania
Pot wystąpił mu na czoło.

Wszędzie się walały miecze,
Tarcze, hełmy, części zbroi.
Poskręcane od gorąca.
Chłopak oddech uspokoił,

Stanął w wejściu do jaskini,
Chwilę zbierał w sobie śmiałość,
A gdy już miał krzyknąć „Halo!”,
Z tyłu coś załopotało.

Zanim jeszcze się odwrócił,
Wiedział już co tam zastanie.
Ten, którego Janek szukał,
Właśnie siadał na polanie.

Najwyraźniej, kiedy chłopak
Pokonywał trudny teren,
Smok odwiedził Biały Zamek
Podgrzewając atmosferę.

Janek po raz pierwszy w życiu
Mógł podziwiać to stworzenie,
Chociaż był to podziw mocno
Pomieszany z przerażeniem.

Kiedy smok wyciągnął szyję,
Sięgał ponad dach kościoła,
A gdy skrzydła swe rozłożył,
Był szeroki jak stodoła.

Twarde niczym granit łuski
Pokrywały jego ciało,
A z ogona oraz grzbietu
Mnóstwo kolców wyrastało.

Nagle zniżył łeb rogaty,
Czarny dym wypuścił nosem,
Podszedł bliżej, zmrużył oczy,
W końcu rzekł dudniącym głosem:

„A cóż to za dziwny okaz?”,
Smok wyraźnie był zdziwiony,
„Nie ma miecza do ataku,
Ani tarczy do obrony.

To szaleniec... lub bohater”,
Dodał, znowu się zbliżając,
„Choć właściwie te pojęcia
Wcale się nie wykluczają.

Tak czy owak, dam ci szansę –
Wynoś się, a ujdziesz z życiem.
Tylko radzę się pospieszyć!
Zginiesz, gdy do trzech doliczę!”

Janek głośno przełknął ślinę,
Lecz nie zrobił ani kroku.
Przez ściśnięte strachem gardło
Zaczął dukać: „Mości Smoku,

Ja przyszedłem spytać tylko...”
„Jeden!” – zagrzmiał gad skrzydlaty,
„Co Cię tak zdenerwowało...”
„Dwa!” – huknęło jak z armaty,

„Że nas atakujesz?” – skończył,
I od razu zamknął oczy,
Nieciekawy, jak się z bliska
Prezentuje ogień smoczy.

Upłynęła dłuższa chwila,
A „trzy” ciągle nie zabrzmiało.
Janek zatem jednym okiem,
Zerknął sprawdzić, co się stało.

Kilkanaście kroków przed nim
Smok na żółtej trawie siedział
I mamrotał zamyślony:
„A więc król wam nie powiedział!

Pewnie wszyscy uważacie,
Że najadłem się szaleju?!
Niech więc będzie! Chcesz? Posłuchaj!
Historyjki o złodzieju”.

Koniec części czwartej

© WierszykiDlaDzieci.pl | Kontakt